Wtorek, 27 Czerwca 2006

O radości!!! :-)

Tydzień zaczął się od miłej niespodzianki- ZDAŁAM PRAKTYCZNY na 4! A szłam z myślą, że obleję! To mi się jeszcze nie zdarzyło. Nie być zadowoloną z egzaminu i zaliczyć i to na 4! Gramatykę oblałam... 11/25 pkt cały rok (14 osób) oblał. Tłumaczę to tym, że jako takiej gramatyki było maluśko... głównie idiomy. Czytanie zaliczyłam na styk 15/25. To i tak wyczyn, bo oprócz mnie zaliczyły chyba jeszcze tylko 3 osoby. Pewna byłam tylko tego, że zdam mówienie i rzeczywiście 23/25. No i suprajz suprajz- pisanie 25/25! Tego się nie spodziewałam. Pisałam szybko, nawet nie miałam czasu przeczytać swoich wypocin. Byłam pewna, że napisałam haotycznie i narobiłam mnóstwo literówek, ale o dziwo... Idalia dała mi maksymalną ilość punktów. Dzięki jej za to!!!

Wczoraj wieczorem podążyłam na pocztę i okazało się, że moje buty leżały na niej od piątku, a jakiś patafian- paczkarz nie zostawił mi awizo! Odebrałam butki- ładne. Ale dziś odesłałam do poprawki, bo trochę piły w szwie. Za darmo bez kłopotu mi to mają naprawić, rozprują szew, naciągną skórę i voila!

Są obrączki!! Hip hip hurrra! Nawet zmieścił się cały nasz wymarzony napis Amor vincit omnia 29.07.2006.  Kosztowały nas w sumie 170 zł. To niewiele, bo złoto było nasze. A obrączki nie są takie zwykłe, bo mają eliptyczny przekrój, przez co nie będą nam odparzać łapek. Dziś z Pawełkiem wracaliśmy do domu w obrączkach na dłoniach, potem jeszcze trochę je w domku ponosiliśmy, ale teraz już leżą schowane w pudełeczku i czekają na swój dzień. Mam nadzieję, że nie pomylimy obrączek, bo są w podobnym rozmiarze. Moja 19, Pawła 20. Tylko, że moja ma 3,5 mm szerokości, a Pawełka 4,5mm. Jestem sczęśliwa :-) 

Do najbliższego załatwienia mam:

-dokończyć i rozdać zawiadomienia o ślubie ludziskom z roku- fajnie by było, gdyby przyszli
-odebrać z USC dokumenty i zanieść je do księdza
-pogadać z organistą i przekonać go by zagrał  "Canon D" Pachelbela wyczytałam otym na forum e-wesela i zakochałam się w pomyśle, by mieć to zagrane na ślubie!!! Piękne... radosne.. i podniosłe!! A jeszcze wspanialej byłoby mieć to zaśpiewane acapella (mam takie nagranie na winampie) ale POMARZYĆ. Moim mniejszym marzeniem jest, by organista NIE ŚPIEWAŁ- bo on naśladuje kozę. 
Posted by Pani Groszek at 19:34:02 | Permanent Link | Comments (0) |
Komentarze
Write a comment