środa, 21 Czerwca 2006

Moja mama

...wszystko krytykuje. Najpierw nie mogła brać udziału w przygotowaniach, bo choroba przykuła ją do łóżka na kilka miesięcy, a teraz nic jej się nie podoba. Wesele- bo na "wiejską nutę", orkiestra, bo "trąbka, pompka i lewarek", moja suknia, bo spódnica w niej za szeroka i poszerza, a przecież nie widziała mnie jeszcze w niej z halką, która to wszystko rozprostuje i wyciągnie, kręci nosem na ślub kościelny, bo ona miała tylko cywilny. Generalnie mało mi pomaga- duchowo, niby jestem jedyną jej córką, ale czasem wydaje mi się, że teściowa bardziej przezywa przybycie do rodziny "nowej córki" niż moja mama "nowego syna". Jak jej czasem z żalem o tym mówię, to się dziwi "A co tu przeżywać, przecież to naturalna kolej rzeczy, niech teściowa przeżywa za nas obie".

W sumie nie mogę mieć do niej pretensji, bo dajepieniądze na mój strój, wspólnie z tatą opłacą koszty związane z gośćmi, ale tak jakoś czuję się sama w swoich przygotowaniach.

A dziś dotarł do mnie mój diadem. Tzn, jeden już mam, ale odpodobał mi się. Ten nowy wygląda o wiele bardziej elegancko, jest solidniej wykonany i ładniej lsni.

Posted by Pani Groszek at 15:16:04 | Permanent Link | Comments (0) |
Komentarze
Write a comment