Wtorek, 20 Czerwca 2006

Nie! No to się w głowie nie mieści!

Co za burdel na kółkach panuje w mojej parafii!!

Umówiłam się wczoraj z drugą Panną Młodą, która ślubuje zaraz po nas tego samego dnia. Chciałam się z nią dogadać odnośnie złożenia się na usługę dekoratorską do naszego kościoła. Bo skoro miałam ślubować 0 16:30, a Ania o 17:15 to firma dekoratorska nie zdążyłaby usunąć moich dekoracji, więc nie pozostało nic innego, jak skontaktować się z drugą parą i podzielić się kosztami, aby dekoracja była i na naszej mszy i na ich. Ania okazała się chętna do współpracy, więc poszłyśmy po mszy do zakrystii, pogadać z siostrą o dekoracjach i zapytać, ile pieniędzy trzeba dać na kwiaty i tak dalej. W zakrystii spotkałyśmy młodszego księdza- Andrzeja. Mówię, że sprawa taka a taka, że mój ślub o 16:30, a Anki o 17:15, na co i ks Andrzej i zakrystianka zrobili Surprised wielkie oczy! Bo takich gon mszy nie ma w żadnym kościele, bo to jest bezmyslność proboszcza, który chce ślub odbębnić w 40 minut, a tu przecież chodzi o WAŻNĄ mszę i z ludźmi tak postępować nie można, więc między godzinami rozpoczęcia kolejnych ślubów ma być godzina. Okazało się, że Anka z narzeczonym protokół na 29 lipca na 17 podpisywali już w grudniu! Więc my, idąc w styczniu do księdza z góry zostaliśmy nabici w butelkę, bo powiedział, że "ohoho... do lipca duuużo czasu, nie mam na lipiec żadnych ślubów jeszcze, zapiszcie się u zakrystianki na jaki dzień chcecie i na jaką godzinę wam pasuje". A tu guzik... bo nasza godzina była już miesiąc wcześniej zajęta przez Anię i jej narzeczonego, tylko, że ksiądz zakrystiance tego nie powiedział i bidula nie odnotowała tego u siebie w kalendarzu. Yell 

Mało się nie wściekłam, powiedziałam, że z całym szacunkiem, ale  ja z tego nic nie rozumiem. Czemu ks Andrzej zmienia decyzje proboszcza, czy w końcu którejś godziny mogę być pewna, bo goście chyba kota dostaną, jak się ich będzie ciągle powiadamiało o zmianach godziny. Ksiądz Andrzej powiedział (a zakrystianka go poparła), że proboszczowi chyba się poj... (moje określenie!) i żadnych takich godzin połówkowych ani ćwiartkowych zapisywać nie będą, tylko pełne godziny. Stanęło na tym, że Anka ma ślub o 17, a ja o 16. Całą godzinę wcześniej niż zakładaliśmy, niż widnieje  na zaproszeniach i tak dalej... 

Mam nadzieję, że już NIC się nie zmieni w tych ustaleniach, bo chyba wyjdę z siebie i stanę obok! Żeby dopełnic pasmo niepowodzeń, dziś przeszliśmy się z Pawłem do złotnika i grubasek z rozbrajającą szczerością powiedział, że nawalił, bo obrączki nie są jeszcze gotowe "właśnie ma je na warsztacie i że jutro już na pewno". Undecided A byłam u niego tydzień temu (w dniu odbioru obrączek!!!) żeby zapytać, czy gotowe- oczywiście na 101% wiedziałam, że gotowe nie będą i nie były. Prosiłam zatem o wyznaczenie REALNEJ daty odbioru i wyznaczył je na dziś w południe, zapytałam CZY NA PEWNO??? żebyśmy my na darmo nie chodzil, powiedział, że NA PEWNO. I dupa

Mają być "na pewno jutro". Zobaczymy. 

Posted by Pani Groszek at 13:36:49 | Permanent Link | Comments (0) |
Komentarze
Write a comment