Amor vincit omnia ...
... taka sentencja będzie prawdopodobnie widniała na naszych obrączkach. Powinny byc do odbioru w przyszłym tygodniu, ale jak znam życie, pewnie będzie trzeba pójść i ponaciskać, bo złotnik dość zarobiony jest i trzymanie się terminów nie jest jego mocną stroną.
Wspomnę, że sobotnia "wizytacja" lokalu przebiegła pomyślnie, jak również próbna fryzura oraz przymiarka sukni. Mamie się podobało. Diadem, welon, biżuteria, pięknie współgrają. Na razie wciąż jest dużo do zrobienia, bo nie załatwiliśmy formalności w USC, ksiądz nam zalecił dodatkowe nauki, ale nie ma kiedy się tym zająć. Paweł w pracy, ja na zaliczeniach. Goście powoli się zapowiadają. U Pawła potwierdzili przybycie wszyscy z wyjątkiem jednego wujka i kuzyna, ale mają jeszcze czas. U mnie na razie wiadamo, że przybędzie połowa zaproszonych, może trochę więcej.
Zupełnie nie mam weny do pisania. Spadam.

