Poniedziałek, 24 Kwietnia 2006

Passa kijowych weekendów trwa

A dlaczego kijowych? Ano dlatego, że dobrze było tylko do piątku wieczorem. Byliśmy wieczorem na drugich zajęciach tańca i wyszliśmy zadowoleni, po powrocie padliśmy na twarze i zasnęliśmy, jak dzieci. W sobotę miałam zamiar wstać raniutko, zacząć pisać pracę, a potem jeszcze miały być korki, ale nic się nie udało.Obudziłam się z koszmarnym bólem głowy, tak, że musiałam poprosić Pawła by poszedł z Atosem. Paweł akurat spieszył się do pracy, ale powiedział, że pójdzie. Ja, przewrażliwiona i wk...na bólem głowy, ubzdurałam sobie, że mój Skarb jest zły, że mu każę jeszcze biec z psem. Zaczęłam się ubierać, ale oni już wyszli. Poszłam za nimi, deszcz mocno padał, ja bez czapki, Paweł zły na mnie za moje fochy zaczął już z pieskiem wracać. Ja "na złość" pospacerowałam dalej, a głowa coraz mocniej mnie bolała, a do tego zaczęło mnie mdlić. :(

Miałam już podobną akcję 2 tygodnie wcześniej, ból głowy od rana, mdłości i w rezultacie zwolniłam się z zajęć i ledwo przekroczyłam próg domostwa, poleciałam do łazienki bawić się w hafciarkę. No i w tę sobotę było tak samo. Wmusiłam w siebie parę kęsów bułki z masłem, w nadziei, że nie zwrócę i będę mogła wziąć coś na ból głowy. Niestety, bułka wydostała się ze mnie w tempie ekspresowym. A później było coraz gorzej, bo nie miałam czym zwracać, a mdłości się powtórzyły. Korki odwołałam i umierałam do popołudnia. W końcu wrócił Paweł, nakarmił mnie, cudem się przyjęło. Potem jeszcze on pojechał do swoich rodziców z okazji "wczorajszych" urodzin i znów zostałam sama. Głowa przestała mnie boleć wieczorem, poszliśmy z pieskiem na spacer i zdrowa położyłam się spać.

W niedzielę wstałam o 5!! Szybki orzeźwiający spacer z piesiem. Na szczęście czułam się nieźle, słońce świeciło, a ptaki darły mordy w niebogłosy. Miło było w prawie pustym parku. A po powrocie zasiadłam do zaległej pracy i tak stukałam w klawiaturę do południa. Ale na szczeście skończyłam i opłaciło się, klient był zadowolony. W międzyczasie P. wrócił z pracy (no cóż... mają sezon, to niedziele nie obowiązują) i pojechaliśmy nad morze. Hurraaa!!! Było tak ciepło, jak w pełni wiosny, szliśmy w cieńkich kurteczkach. Atos robił okrągłe oczy na nowe miejsca i ludzi. Miałam go na smyczy, gdy schodziłam schodkami na plażę i... GLEBA!!!

Moja "wykręcająca się stopa" podwinęła się na nierówności i skręciła mocno, zahamowałam kolanem drugiej nogi, zdzierając je trochę (powstała dziura w spodniach). Paweł mnie przytulił, ja się prawie popłakałam, ale byłam dzielna i nie chciałam wracać, tylko rozchodziłam noge i poszliśmy na dłuuuugi spacer. Pies zwolniony ze smyczy, oszalał!! Ale, trzymał się blisko nas. Pobawił się z innymi pieskami, chciał pić wodę z takich morskich kałuży i biegał, biegał, biegał. Fajnie było.

Trochę gorzej po powrocie, noga mi spuchła, nie mogłam chodzić, przyłożyłam kompres z altacetu i przez noc trochę się poprawiło, za to dziś kuśtykam i trochę się obawiam, jak pójdę do pracy. Na szczęście to dopiero za 4 godziny.

No, a co było z Pawła urodzinami? Planowałam wszystko przenieść na sobotę, z racji tego, że cały piątek mieliśmy wypełniony zajęciami po brzegi. W piątek tylko wręczyłam mu prezent (dwie książki), a uroczysty obiadek z deserem planowałam na sobotę, a także zaprosić go do kina, ale z przyczyn opisanych na początku posta, plan się nie powiódł. Dlatego też cieszę się, że ten pechowy weekend się skończył. Więcej takich nieszczęść to nie dotrwam w jednym kawałku do ślubu ;)

I tym optymistycznym akcentem kończę relację weekendową. Do napisania! 

Posted by Pani Groszek at 11:34:32 | Permanent Link | Comments (1) |
Komentarze
1 - jejkuś... :( no to miałaś przebojowo :( (Comment this)

Written by: Viola at 2006/04/24 - 11:41:05
Write a comment