Cała sala tańczy z nami...
Wczoraj byliśmy na pierwszej lekcji tańca. Przyszło bardzo dużo par i trochę zmartwiłam się, jak ta kobitka nas wszystkich ogarnie, ale było bardzo dobrze. Najpierw uczy kroków facetów, potem partnerki. Dba o takie drobiazgi, jak zapraszanie do tańca, dziękowanie za taniec. Tłumaczy spokojnie i wolno, jak krowie na rowie. Można z łatwością załapać, o co chodzi!
Nauczyliśmy się wczoraj kroku podstawowego do walca angielskiego oraz półobrotów. A także kroku podstawowego czaczy :) Nie zmachaliśmy się nadto, ale czułam zastałe mięśnie, np. ud, nie przyzwyczajone do robienia cza-cza-cza oraz ramion od utrzymywania "ramy". Było miło- nie zauważyłam prawie kiedy mineło 1,5 godziny. Spałam potem jak zabita :)
A dziś jedziemy do moich rodziców. Strasznie dawno u nich nie byłam. Ostatnio 26 lutego na brata urodzinach!! Właśnie zdałam sobie sprawę, jak to dawno było. A jutro jedziemy do Koszalina obejrzeć pewnego małego koleżkę, ale nie będę zdradzać za dużo. Być może już jutro coś się wyjaśni. :)

