Another week's passed by
W piątek byliśmy na spotkaniu organizacyjnym szkoły tańca w jednym z klubów osiedlowych. Trochę się zdziwiliśmy, kiedy zamiast opalonej, wysmukłej i gibkiej tancerki wyszła do nas kurpulentna gadatliwa pani po 40 :) Uczy tańczyć "X" lat i chyba ma wzięcie, bo poleciła mi ją jedna z wykładowczyń, która sama niedawno zaliczyła kurs pod kątem swego wesela. Od kogoś tez słyszałam, że nawet pawiana nauczy tańczyć ;)
W nadchodzący piątek pierwsze zajęcia 1,5 godzinne, z cyklu siedmiu spotkań o pierwszym stopniu zaawansowania. W ciemno mówię, że mam ochotę na dwa następne. Od razu widać, że to "stara szkoła", bo babeczka zapowiedziała, że nie chce nikogo w dresach ani dżinsach (ostatecznie raz w ciągu całego kursu), tylko koszule, spodnie garniturowe dla mężczyzn, a babeczki w spódniczkach lub sukienkach i na obcasie. Hi hi... właśnie zapakowałam jedne buty do siatki, bo wymagają interwencji szewca i może w nich pobrykam.
Wczoraj zaś byliśmy na pierwszym z trzech spotkań w poradni rodzinnej. Jakaś babka w stylu pani woźnej ze szkoły czytała nam całą godzinę encyklikę papieską i wykładała zamysł Boży odnośnie małżeństwa i jego funkcji, z naciskiem na funkcję prokreacyjną. Dostaliśmy także ksero przewodnika Naturalnego Planowania Rodziny. Na razie leży sobie grzecznie w koszulce, ale poczytam. Tylko co do stosowania, to nie wiem.... Wolałabym jakieś akademickie wydanie napisane przez lekarza, a nie przez jakieś stare dewoty z parafii.

