Żegnaj Chomku !!!
No i nadeszło nieuchronne. Mój chomiczek tydzień żegnał się z tym światem. Tzn. od tygodnia bardzo źle się czuł, ale widziałam, że to koniec. Dziś jeszcze rano leżał w swoim kąciku i widziałam, jak unoszą się i opadają jego chudziutkie boczki. Nie ruszałam go. Po paru godzinach już nie żył.
To, że się nie popłakałam to tylko dzięki temu, że od razu postanowiliśmy go pochować. Nie zasłużył, żeby go wyrzucać do śmietnika. Uprzątnęłam, umyłam jego klateczkę, a Chomka włożyłam do tekturowego pudełeczka i pojechaliśmy do lasku. Tam spoczął w wykopanym dołku. Powstrzymywałam się, żeby nie płakać.
Wracając pojechaliśmy do sklepu zoologicznego i kupiłam nowego chomiczka, w zasadzie chomiczkę. Też odmiana dżungarska, ale na razie bez imienia. Od dawna wiedziałam, że to zrobię, gdy Chomek umrze. Ciężko byłoby mi znieść puste miejsce, w którym stała klatka. Bardzo polubiłam te zwierzątka i postanowiłam stworzyć dom następnemu. Może to taka moja mała misja, zabierać chomiki ze sklepu i stwarzać im najlepsze warunki, jakie potrafię?
Chomiczka różni się od Chomka tym, że jest popielato- biała, a Chomek był brązowawy z czarną pręgą przez grzebiet. U niej pręga jest ciemnoszara. Jest malutka i śliczna. Teraz dopiero widzę, jaki mój Chomek był "sterany życiem". No i chomiczka jest odważniejsza od Chomka. Jak kupiliśmy go 2 lata temu to bardzo długo się przed nami ukrywał, znikał w gniazdku, gdy wchodziło się do pokoju. A Chomiczka od razu zaczęła buszować, urządać gniazdko i biegac w kółku- normalnie, jak nakręcona.
Ale mimo natychmiastowej "pociechy" jest mi smutno :( Cały czas czuję, że coś mnie chwyta za gardło i wystarczyłaby chwila słabości, a rozkleiłabym się, jak dzieciak. Wolę nawet nie mysleć o tym, że "ktoś" teraz leży i jest zupełnie sztywny, choć jeszcze niedawno był taki żywy i wnosił tyle radości w moje codzienne życie. Takie maleństwo, a takie kochane.
A tak wygladał mój Chomek:


