Czwartek, 02 Marca 2006

Do przodu!

Tak, jak pisałam wcześniej- poszłam do salonu na Wileńskiej, tym razem z moja przyszłą świadkową i szwagierką w jednej osobie. Monika jest konkretna i zawsze wie, jakie ciekawe pytanie zadać, na które ja np. mogłabym nie wpaść. Poprosiłam o ponowne zmierzenie sukni i znów przezyłam SZOK- jak ja PIĘKNIE w niej wyglądam. Zawsze uważałam się za dość samokrytyczną, ale tu nie mogłabym chcieć niczego lepszego. Myślę, że po uszyciu całości specjalnie na mnie, po dobraniu dodatków, fryzurki i makijażu powinnam swym wyglądem powalić Pana Młodego na kolana ;-)

Wpłaciłam też zaliczkę (300) i umówiłam się z Panią na początek maja na pierwszą przymiarkę. To mnie urządza, bo być może uda mi się do tego czasu jeszcze trochę schudnąć. Jestem naprawdę zadowolona- a jeszcze niedawno patrzyłam z przerażeniem w przyszłość poszukiwania sukni mego życia.

ZAPROSZENIA 

Postanowiliśmy (w sumie to ja) że zaproszenia zrobię/my sami. Ja wymyśliłam projekt, kupiliśmy w poniedziałek próbki papieru i zabraliśmy się do roboty :) Nawet ładnie nam to wyszło. Najtrudniejszą rzeczą jest krojenie tylko wielkich arkuszy na małe stronniczki. Robię to jednak po to, by się artystycznie wyżyć, ale również z oszczędności. Najzwyklejsze zaproszenia kosztują od 1,20 za sztukęi nie powolają estetyką (oklepane złocone gołąbki itp..) koszt jednego naszego zaproszenia nie wyniesie więcej niż 40-50 groszy, więc oszczędność spora. Czasu też jest dużo, mogę sobie spokojnie kleić i drukować. Ale mnie to wszystko cieszy :) Najważniejszy dzień w moim życiu nabiera kształtów. Marzę o tym bardzo często przed zaśnięciem:

29 lipca wstaję w cudownym nastroju, jest wspaniała pogoda z lekkimi, jak małe baranki, chmurkami, jem lekuchne śniadanie (chyba nic nie przełknę), kąpię się i jadę do fryzjera. Dzięki wcześniejszej próbnej fryzurze wiem, że nie będzie przykrych niespodzianek. Wracam do domu i czekam na makijażystkę. Po uczesaniu i umalowaniu zaczynam przypominać Pannę Młodą. Powoli zbliża się godzina przyjazdu Pana Młodego z rodzicami, więc stroję się i czekam. Przyjeżdząją- serce zamiera mi na widok mojego ukochanego, taki jest przejęty i przystojny! On także nie może oderwać ode mnie oczu... Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi, że to właśnie z Nim łączę swój los... (przypomina mi się historia naszego poznania, różne wzruszające momenty, przymusowe rozstania) Następuje błogosławieństwo. Potem jedziemy do kościoła i tam widzę tych wszystkich ludzi, którzy przyszli specjalnie po to, by oglądać nasze szczęście i życzyć nam jak najlepiej...

Nie będę się więcej rozpisywać, bo zaczynam się przejmować, ręce zrobiły mi się całkiem zimne od tego pisania.  


Posted by Pani Groszek at 00:01:18 | Permanent Link | Comments (1) |
Komentarze
1 - My zaprszen sami nie robilismy z czystego braku czasu,ae tylko na to nam go zabraklo,jednak wszystko inne swoimi lapkami wykonalismy (i wizytowniki) :) (Comment this)

Written by: Viola at 2006/03/27 - 11:38:48
Write a comment