Po wizycie w Koszalinie
Pojechałam wczoraj do krawcowej z Koszalina, którą poleciła mi moja dobra internetowa koleżanka, Viola (pozdrawiam Cię, Violu!!!). Zakład nazywa się "Barbara" i smutno stwierdzić, ale zawiodłam się. Muszę nadmienić, że Viola ślicznie wyglądała w swojej sukni autorstwa p. Basi, a że jest puszysta, więc natchnęła mnie nadzieją, że p. Basia naprawdę umie doradzić i uszyć na takie figury, jak moja.
Zadzwoniłam dzień wcześniej do tej krawcowej pytając, czy ma jakieś suknie do poprzymierzania w dużym rozmiarze (podałam jej swoje wymiary), a ona powiedziała, że kilka się znajdzie. Niestety, jak już do niej przyszłam, powiedziała, że ma tylko do rozmiaru 42- więc po co mi ściemniała przez telefon??? Przecież specjalnie operowałam w rozmowie centymentrami, a nie rozmiarówką, bo jedna drugiej nierówna. No nic... zapytałam, jaki fason mi poleci i powołałam się na Violę.
Zobaczyłam suknię (małą) w fasonie tej, co miała Viola, ale stwierdziłam, że nie dla mnie ten fason- rzeczywiście, Viola jest wysoka, ja nie. Właściwie wiele do zaproponowania p. Basia nie miała, zdała mi się flegmatyczna, bez pomysłu, jej sposób mówienia trącił wioską... a tego nie znoszę. Najbardziej nie lubię krawcowych, które nie umieją rozmawiać z klientkami. Nie wie, jak się odezwać, by nie urazić. Przecież, jaki koń jest, każdy widzi. Nie chodzi mi o to, by mówiła "ale w tym nie będzie widać, jaka pani jest tłusta", tylko, żeby nazywała rzeczy po imieniu... trudno mi to wytłumaczyć, ale drazni mnie takie obchodzenie się "jak z jajkiem", jakies owijanie wełny w bawełnę "No, nie będzie widać, tych... no... pani, tej tu...... no kilogramów...". I jakieś takie spojrzenie, czy aby już się obraziłam, czy nie. Przecież można powiedzieć "wymukli figurę, wyszczupli, zatuszuje krągłości, wyeksponuje zalety" itp..., żadna normalna kobieta się za takie coś nie obrazi.
W końcu sama powiedziałam jej (i pokazałam na zdjęciach) jakie suknie mnie interesują i wtedy mi przytaknęła. Uszyłaby mi o 200 zł taniej niż szyłabym u siebie, na miejscu, ale z dojazdami wyszłoby prawie na to samo. Jeszcze jedno co mnie zmartwiło to brak próbek z materiałami, zwłaszcza jeśli chodzi o koronkę. Miała kilka próbek takich sztywniejszych koronek, a mi chodziło o delikatną. Powiedziała, że jak jej opiszę, o jaką mi chodzi, to ona sprowadzi, ale przecież mój opis jej wyobrażeniom może być nierówny. W wielu zakładach mają conajmniej kilkanaście próbek, albo przynajmniej zdjęcia koronek na ciemnym tle, że można cos wybrać.
Do p. Basi już nie wrócę. Nie spałabym spokojnie, bo nie lubię niekonkretnych fachowców. Dziś mam iść podpisać umowę w zakładzie w moim mieście na tę suknię, która podczas mierzenia najbardziej mi się spodobała. Ciekawe, czy uda mi się coś utargować. Chciałabym...

