środa, 01 Marca 2006

Po wizycie w Koszalinie

Pojechałam wczoraj do krawcowej z Koszalina, którą poleciła mi moja dobra internetowa koleżanka, Viola (pozdrawiam Cię, Violu!!!). Zakład nazywa się "Barbara" i smutno stwierdzić, ale zawiodłam się. Muszę nadmienić, że Viola ślicznie wyglądała w swojej sukni autorstwa p. Basi, a że jest puszysta, więc natchnęła mnie nadzieją, że p. Basia naprawdę umie doradzić i uszyć na takie figury, jak moja.

Zadzwoniłam dzień wcześniej do tej krawcowej pytając, czy ma jakieś suknie do poprzymierzania w dużym rozmiarze (podałam jej swoje wymiary), a ona powiedziała, że kilka się znajdzie. Niestety, jak już do niej przyszłam, powiedziała, że ma tylko do rozmiaru 42- więc po co mi ściemniała przez telefon??? Przecież specjalnie operowałam w rozmowie centymentrami, a nie rozmiarówką, bo jedna drugiej nierówna. No nic... zapytałam, jaki fason mi poleci i powołałam się na Violę.

Zobaczyłam suknię (małą) w fasonie tej, co miała Viola, ale stwierdziłam, że nie dla mnie ten fason- rzeczywiście, Viola jest wysoka, ja nie. Właściwie wiele do zaproponowania p. Basia nie miała,  zdała mi się flegmatyczna, bez pomysłu, jej sposób mówienia trącił wioską... a tego nie znoszę. Najbardziej nie lubię krawcowych, które nie umieją rozmawiać z klientkami. Nie wie, jak się odezwać, by nie urazić. Przecież, jaki koń jest, każdy widzi. Nie chodzi mi o to, by mówiła "ale w tym nie będzie widać, jaka pani jest tłusta", tylko, żeby nazywała rzeczy po imieniu... trudno mi to wytłumaczyć, ale drazni mnie takie obchodzenie się "jak z jajkiem", jakies owijanie wełny w bawełnę "No, nie będzie widać, tych... no... pani, tej tu...... no kilogramów...". I jakieś takie spojrzenie, czy aby już się obraziłam, czy nie. Przecież można powiedzieć "wymukli figurę, wyszczupli, zatuszuje krągłości, wyeksponuje zalety" itp..., żadna normalna kobieta się za takie coś nie obrazi.

W końcu sama powiedziałam jej (i pokazałam na zdjęciach) jakie suknie mnie interesują i wtedy mi przytaknęła. Uszyłaby mi o 200 zł taniej niż szyłabym u siebie, na miejscu, ale z dojazdami wyszłoby prawie na to samo. Jeszcze jedno co mnie zmartwiło to brak próbek z materiałami, zwłaszcza jeśli chodzi o koronkę. Miała kilka próbek takich sztywniejszych koronek, a mi chodziło o delikatną. Powiedziała, że jak jej opiszę, o jaką mi chodzi, to ona sprowadzi, ale przecież mój opis jej wyobrażeniom może być nierówny. W wielu zakładach mają conajmniej kilkanaście próbek, albo przynajmniej zdjęcia koronek na ciemnym tle, że można cos wybrać.

Do p. Basi już nie wrócę. Nie spałabym spokojnie, bo nie lubię niekonkretnych fachowców. Dziś mam iść podpisać umowę w zakładzie w moim mieście na tę suknię, która podczas mierzenia najbardziej mi się spodobała. Ciekawe, czy uda mi się coś utargować. Chciałabym...


Posted by Pani Groszek at 12:38:16 | Permanent Link | Comments (4) |
Komentarze
1 - rzeczywiście niewłaściwe osoby na niewłaściwym miejscu to poprostu koszmar ... tez kiedyś poszłam do takiej krawcowej jak zobaczyłam to coś co ona mi uszyła to poprostu popłakałam się jak bóbr. Przeciez krawcowa to widzi osobę i już powinna wiedzieć co na niej dobrze leży a co nie ... beznadzieja i na dodatek nie tania ... a podpisałaś umowę w tym salonie u siebie?? Sukienka Ci się podobała i obsługa też więc myśle że to właściwy wybór (Comment this)

Written by: magda at 2006/03/01 - 13:30:12
2 - Idę dziś podpisać umowę. Myśle, że będzie ok. Acha.. na korzyść "mojego" salonu przemawia też wysokośc zaliczki- do 300 zł (pani mówila przez tel), a u p. Basi min. 50% wartości kiecki. To dla mnie podejrzane, jak zakłady biorą tak gigantyczne zaliczki... Brak zaufania do klienta? czy szyją tak makabrycznie, że klient chcąc nie chcąc się nie wycofa, bo żal kasy za pół sukni...? (Comment this)

Written by: Panna Groszek at 2006/03/01 - 15:08:59
3 - Przykro mi, że tak wyszło... ja Ci ja doradziłam bo z wielu ale to naprawde WIELU salonow ten byl dla mnie najlepszy i wszystko bylo wykonane kompleksowo lacznie z doskonala obsluą,moze zly dzien miala :( (Comment this)

Written by: Viola at 2006/03/27 - 11:04:28
4 - A może to ja jestem za wybredna, a może już wtedy byłam 'zakochana' w sukni z narzutką i podświadomie szukałam wad w innych? :) Co tam, ja się cieszę, że tam pojechałam, przynajmniej utwierdziłam się w przekonaniu, że ta i żadna inna! (Comment this)

Written by: Panna Groszek at 2006/03/27 - 12:37:15
Write a comment