Moje koszmary
Dość często mam ślubne koszmary. Najczęstszy scenariusz: jest dzień mojego ślubu, a ja nie mam sukni- ba! nie mam nawet pomysłu na suknię. Jestem nieumalowana, nieuczesana. Goście jakoś tak krzywo patrzą, narzeczony też nie wyraża entuzjazmu. Nawet nie dochodzimy do kościoła. Jestem sama w mieszkaniu i z paniką szamocę się starając się znaleźć cokolwiek w szafie, co przypominałoby choć trochę ślubną kreację. Jestem zestresowana, osamotniona i nieszczęśliwa.
Dziś miałam kolejny senny koszmar, ale innego rodzaju. Śniło mi się, że po ślubie przyjęcie rozpoczęło się nieopodal naszego lokalu w leśnej scenerii. Na polance zastaliśmy proste stoły z jakimiś zakąskami. Zaczęła się zabawa- a raczej ganianie po lesie, bez muzyki.
Po pewnym czasie goście zrobili się głodni i postanowiliśmy kontynuować zabawę w naszym wynajętym i opłaconym lokalu. Dzwoni telefon- nasza orkiestra- i tu pierwsza powalająca wiadomość- oni się nie zjawią w ogóle, bo przecież lokal nam wymówił umowę, a nawet chciał ich podkupić na wieczór, bo trafili się lokalowi klienci na dwukrotną ilość gości i to się bardziej opłaca właścicielom lokalu.
Jako to?! Przecież wszystko było umówione, zaliczki wpłacone i nawet te stoły w lesie dla nas ustawione. W tej chwili dociera do mnie, że nawet na tych stołach nie było obiadu, tylko jakieś podeschnięte kanapki. Dzwonię na komórkowy pani Krysi, a ona mówi oschle "Słucham, tylko proszę szybko mówić, bo nie mam czasu". A ja mam gardło zciśnięte z rozpaczy, prawie czuję, jak łzy cisną mi się do oczu i nie mogę wydusić słowa do tej słuchawki. I pani Krysia wyłącza się.
I wtedy się obudziłam, z walącym sercem, niespokojna, a po chwili z uczuciem ulgi, że TO TYLKO SEN.
Dziś miałam kolejny senny koszmar, ale innego rodzaju. Śniło mi się, że po ślubie przyjęcie rozpoczęło się nieopodal naszego lokalu w leśnej scenerii. Na polance zastaliśmy proste stoły z jakimiś zakąskami. Zaczęła się zabawa- a raczej ganianie po lesie, bez muzyki.
Po pewnym czasie goście zrobili się głodni i postanowiliśmy kontynuować zabawę w naszym wynajętym i opłaconym lokalu. Dzwoni telefon- nasza orkiestra- i tu pierwsza powalająca wiadomość- oni się nie zjawią w ogóle, bo przecież lokal nam wymówił umowę, a nawet chciał ich podkupić na wieczór, bo trafili się lokalowi klienci na dwukrotną ilość gości i to się bardziej opłaca właścicielom lokalu.
Jako to?! Przecież wszystko było umówione, zaliczki wpłacone i nawet te stoły w lesie dla nas ustawione. W tej chwili dociera do mnie, że nawet na tych stołach nie było obiadu, tylko jakieś podeschnięte kanapki. Dzwonię na komórkowy pani Krysi, a ona mówi oschle "Słucham, tylko proszę szybko mówić, bo nie mam czasu". A ja mam gardło zciśnięte z rozpaczy, prawie czuję, jak łzy cisną mi się do oczu i nie mogę wydusić słowa do tej słuchawki. I pani Krysia wyłącza się.
I wtedy się obudziłam, z walącym sercem, niespokojna, a po chwili z uczuciem ulgi, że TO TYLKO SEN.

