Do roboty chęci nie mam...
Mam za chwilę iść spać i ze straszną niechęcią myślę o jutrze i całym dniu spędzonym w pracy. Kurczę! Rok temu to miałam fajną pracę! Dawała mi satysfakcję, widoczne rezultaty, a teraz się męczę, zarzynam, stresuję, walczę z oporem materii i mam wrażenie, że moja praca nic nie daje prócz regularnych wpływów na moje konto. Nie podoba mi się to wcale! Myślę, że wiele lat tak nie wytrzymam.
A teraz jeszcze ta ciąża! Mam świadomość, że stresując się szkodzę nie tylko sobie. Trochę niedomagałam w I trymestrze i teraz nadrabiam zaległości, przez co nie dosypiam, nie mam czasu na relaks. Odliczam dni do 20 czerwca! Wiem, że mogłabym już teraz wypiąć się na to wszystko, ale obowiązek mi nie pozwala. Męczę się więc dalej... hhmmm

A teraz jeszcze ta ciąża! Mam świadomość, że stresując się szkodzę nie tylko sobie. Trochę niedomagałam w I trymestrze i teraz nadrabiam zaległości, przez co nie dosypiam, nie mam czasu na relaks. Odliczam dni do 20 czerwca! Wiem, że mogłabym już teraz wypiąć się na to wszystko, ale obowiązek mi nie pozwala. Męczę się więc dalej... hhmmm



