Piątek, 29 Września 2006

Grzybobranie :-)

W ubiegły weekend bylismy na wsi u moich rodziców. Pojechałam już w piątek z bratem,Paweł zajechał na noc a w sobotę rano znów pognał do pracy, ale już koło 13 był zpowrotem i większość soboty spędziliśmy na wsi. Pojechaliśmy także na grzyby na nastawieniem na kaniobranie :) Zawsze towarzyszy temu dreszczyk emocji "kania czy muchomor", na szczeście mój tata to wytrawny grzybiarz i obejrzał każdego zebranego przez nas grzybka. Oprócz kań znaleźliśmy sporo innych grzybów, między innymi borowiki i kozaki, które poszły do suszenia i teraz mam zapas grzybów conajmniej na 2 lata!

Już dawno z taką przyjemnością nie spędzałam weekendu u rodziców. Było naprawdę milutko! A sobota była taka ciepła- wręcz gorąca! W lesie widziałam sarny i liska. A po powrocie spotkałam Pasika, czyli pasikonika. Taki duży i zielony lazł po ścianie domu, więc zrobiłam mu zdjęcie :-)

Potem Paweł zrobił zdjęcie mi. Widać, z jaką uwagą i napięciem studiuję anatomię Pasika ;-)

Grzybów było dużo. Na szczęście mama i tata pomagali czyścić. Tu mój mąż...

Kanie kanie... pychota! Przed smażeniem...

Smażące się...

I ja... koneser-ryzykant ;-) Pyszne było, wszyscy żyją i mają się świetnie!

Dziękuję wszystkim za uwagę i do napisania!

Posted by Pani Groszek at 10:28:39 | Permanent Link | Comments (2) |

Czwartek, 28 Września 2006

Mocno zalatana!

Wrzesień upłynął mi pracowicie. Nawet nie wiem, kiedy skończyło się lato, a zaczęła jesień. Marcin mówi, że wrzesień jest jego ulubionym miesiącem w roku. Dla mnie to jeden z najgorszych miesięcy. Zawsze kojarzy mi się ze schyłkiem lata, panowaniem zimnych nocy nad ciepłymi dniami, powrotem do szkoły, a obecnie do pracy. Wrzesień to dla mnie KONIEC.

Najgorsze są pierwsze dwa tygodnie. Potem są moje urodziny i jakoś oswajam się z wrześniem i rudziejącymi liśćmi. Chyba już dawno nie przeżywałam zmian w przyrodzie, jak w tym roku.  To za sprawą Atoska i spacerów z nim. od kilku dni co rano widzę rudą wiewiórę, jak biega pod drzewami i szuka łakomych kąsków. Czasem chciałabym być wiewórką i umiec tak skakać po drzewach, jak ona, być tak zwinną i śliczną. 

Podobały mi się praktyki w liceum. Polubiłam młodzież i pracę z nią. Oceniona też zostałam wysoko.  A za tydzień zaczynam ostatni rok studiów. Cieszę się, że wracam na uczelnię! To dla mnie wręcz rozrywka. Na razie mam zapał do nauki. Pewnie w listopadzie zacznie mi się nudzić ;-)

Trochę mam zaległości blogowych, bo obiecałam sobie opisac z detalami naszą podróż poślubną, a skończyłam na trzecim jej dniu. Będzie trzeba przysiąść i napisać. I powklejać trochę zdjęć. A w tej chwili własnie czekam na męża, bo jedzie z pracy. Znów mamy siebie tak mało. Właściwie po zdjedzeniu obiado-kolacji prawie nie zostaje czasu na rozmowę. Męczy nas to, ale wiemy, że trzeba to znosić cierpliwie. Tak wiele jest par, małżeństw, które wręcz mieszkają osobno.

Np. Monika... widziałam sie dzisiaj z nią. Fajna z niej dziewczyna.  I trochę samotna, bo jej mąż jest wiele kilometrów stąd.

 

Posted by Pani Groszek at 19:09:08 | Permanent Link | Comments (0) |

Sobota, 02 Września 2006

Albumy już są!

Początek weekendu minął pracowicie. Odebrałam zdjęcia od fotografa, to te pozostałe 220 zdjęć, które zrobił nam Jacek, a których nie wywołał. Chciałam mieć je wszystkie w albumie ślubnym. Od wczoraj popołudniu wklejałam fotki do wielkiego albumu. Wybrałam tradycyjny, z czarnymi stronami przekładanymi pergaminem. Kleiłam na taśmę dwustronną. 

Dziś spostrzegłam, że jeden album nie pomieści wszystkich zdjęć od Jacka, więc zdjęcia z sesji plenerowej włozyłam do innego albumu, dziś dokupionego.  W tym dokupionym też zostało 10 kartek, ale będę miała go czym zapełnić. Wywołam zdjęcia robione nam przez świadkową w tym czasie, jak pozowalismy do zdjęć Jacka. Jej też wyszło sporo ładnych fotek :) A w pierwszym wielkim albumie, w którym zdjęcia ułożyłam chronologicznie od podpisania protokołu począwszy na konsumpcji weselnego tortu skończywszy, wkleję zdjęcia z dalszej części wesela, bo mamy ich ponad 500, z naszej cyfrówki i cyfrówek rodziny i znajomych. Jest w czym wybierac. 

Jestem dumna ze swojej pracy, starałam się, jak umiałam, by poukładac zdjęcia tematycznie... ładnie wizualnie i tak dalej. Teraz mam ochotę pokazywać te zdjęcia wszystkim gościom. Są śliczne!  

Posted by Pani Groszek at 22:33:55 | Permanent Link | Comments (4) |