Sobota, 29 Lipca 2006

1... start

Nie miałam czasu napisac ani słóweczka. Dzień dzisiejszy był całkowicie na wariackich papierach. Zacznę od 4 nad ranem, kiedy to pomyślne wiatry przywiały w me progi świadkową Kasię. Towar deficytowy, importowany z Niemiec.

Późne godziny poranne i wczesne popołudniowe minęły nam na dogladaniu dekoracji i pomocy w ich tworzeniu. Asystował nam mój brat (świadek) i brat cioteczny, którego nie widziałam chyba 10 lat...

Popołudnie i wieczór to była istna gonitwa- zakupy, spowiedź, spięcie ze "starym organistą", który nagle pojawił się po urlopie i nie chciał zgodzić się na występ młodego "Ja tu jestem wiodacym organistą i bez mojej zgody nikt inny nie będzie grał!". No, ale ja byłam już tak zdeterminowana, że zaciągnęłam dziada do księdza Andrzeja i wyłuszczyłam sprawę, a ksiądz mnie poparł i powiedział, że skoro dopiero co wrócił z urlopu to nie może miec do nikogo pretensji, że sobie poszukał innego organisty i ma nie utrudniać nam życia. Brawo!! Facet miał się z pyszna Tongue out

Nie wyszło z kwiatami. Gdy pojechałam zobaczyć zamówione "pomarańczowe" goździki- ZALAMALAM SIE!! Paskudne, czerwonawe wiechcie przysłali!!! Powiedziałam kwiaciarce, ze chyba zaraz sie rozpłaczę, że nie chcę tych goździków widziec na oczy. W końcu wykombinowałysmy... róże w podobnej tonacji kolorystycznej, jaką zamarzyłam. Tylko, że ja tak chciałam uciec od róż. Ale w końcu to tylko dadatek do tego dnia... mogło byc gorzej, np. jakbym nie pojechała obejrzeć tych goździków.

Wredna byłam dziś strasznie. Ale ludzie jakoś mi schodzili z drogi ;)

Teraz jestem spokojniejsza. Nurtuje mnie tylko mysl "czy ze wszystkim zdążę, czy o wszystkim będę pamiętać?". Paweł dziś śpi u rodziców. Czuję, że kocham go tak mocno, jak to tylko możliwe. Jestem pewna swego wyboru. Chcę zestarzeć się przy tym właśnie mężczyźnie. Mieliśmy dziś z księdzem próbę przysięgi i było pieknie... jutro (a właściwie dziś) będzie wręcz magicznie. Musi tak być.  

Posted by Pani Groszek at 00:05:37 | Permanent Link | Comments (1) |

Czwartek, 27 Lipca 2006

2...

Po wczorajszej wizycie u dentysty jestem lżejsza o 220 zł!!! Yell Ale okazało się, że mam 3 dziury w 2 zębach. Dwie z podowu ukruszonych plomb( pestka czereśni), a jedną nową. Miałam zrobione 3 zastrzyki znieczulające, gębę miałam drętwą przez 3 godziny, jak nie dłużej.

Dziś przyjeżdża moja mutter i mamy pojedździć po mieście. Niestety martwi mnie, że Paweł musi tkwić w pracy do późna. A jeszcze jutro, mimo urlopu ma papierkową robotę. A kiedy cos razem pozałatwiamy?! Nawet zapomniał, że jutro przed 19 mamy być u księdza. Normalnie wszystko na mojej biednej głowie! Jeden mega STRESSSSS!

Posted by Pani Groszek at 11:13:08 | Permanent Link | Comments (5) |

środa, 26 Lipca 2006

3...

Coraz bliżej. Od niedzieli mam napady lękowe. Denerwuję się strasznie, czy wszystko wypali, czy organista zagra, jak trzeba, czy nie ugotuję się w sukni, czy spodobam się Pawłowi, czy mszę poprowadzi ulubiony ksiądz (bo niestety nie można samemu wybrać), czy uda nam się ładnie odtańczyć nasz pierwszy walc, czy...czy...czy?

Tych wątpliwości jest strasznie dużo. A tyle jeszcze trzeba załatwić! Od dwóch dni próbowałam skontaktowac się z Kasią- świadkową, już na serio się przeraziłam, że nie ma z nią kontaktu (jest za granicą).  Na szczeście odezwała się i zapewniła, że nie muszę się martwić, bo przyjeżdża w piątek rano :) Fajnie- pomoże w strojeniu sali.Bo niestety, ale musimy tam pojechać i przypilnować pana, aby wszystko zrobił po naszej myśli.

A jeszcze muszę iść dziś do dentysty, bo ukruszyłam sobie ząb. W ostatniej chwili w piątek wieczorem wyskoczę na manicure. Obawiam się, czy przez kąpiel zrobione paznokcie nie poodpryskują. Gdzieś muszę się wmanewrować z henną i regulacją brwi. I balony dokupić, bo na sali może byc za mało.  Do kilku gości zadzwonić i przypomnieć o zmianie godziny.

Paweł znów pracuje z dala od domu i wróci dziś i pewnie jutro też późno, może o 19, 20?  Na szczeście udało nam się wczoraj pójść do księdza i zastać Andrzeja, który obiecał nam, że to on będzie nam błogosławił. A tymczasem zakonnica z zakrystii dzwoniła i dopiminała się o kasę na kwiatki. 200 zł cwaniaczka życzy sobie za kosz margarytek! Ale co, kłócić się z nią nie będę, bo krzeseł dna nas i dla świadków nie da... 

Czuję się zestresowana, zmęczona i wkurzona. Marzę o chwili psychocznego relaksu, jakiejś spokojnej szczerej rozmowy z Pawłem, wyciszenia się. Teraz życie przypomina szalony galop. Chętnie bym się zatrzymała i poszła w całkiem inna stronę.  

Posted by Pani Groszek at 11:02:58 | Permanent Link | Comments (0) |

Czwartek, 20 Lipca 2006

Za 9 dni powiem "TAK"

Nie pisałam, bo byłam w ferworze załatwiania różnych spraw. Przez ten tydzień popróbowaliśmy różnych ciast i zdecydowaliśmy się na cukiernię Cudaczek. Pani Ania jest naprawdę ginącym gatunkiem człowieka. Nie dość, że wypieki ma własciwie domowe, pyszne i niedrogie, to na dodatek na ciasta i tort nie chce żadnej zaliczki, dowozi ciasta i pozycza stelaż na tort bez kaucji (niby normalka, ale NIE WSZYSTKIE cukiernie/ piekarnie to robią) i jeszcze sama po ten stelaż sobie pojedzie i rozliczać się z nami chce dopiero we wtorek po ślubie. Czy to nie złota kobita?! Do tego wspaniale doradzi i nawet sugeruje zmniejszenie ilości ciast, jeśli klient się zapędza. Po prostu uczciwie mówi, ile ciasta zejdzie, ile zamówić, żeby się nie zmarnowało. Bo skąd niby mam wiedzieć, ile ciacha pójdzie na 53 osoby. 

Przez ostatni tydzień bezskutecznie poszukiwaliśmy butów dla Misia, bo wszystko jakieś straszliwie ciasne i wydłużone, że stopa wygląda, jak w kajaku. Jeszcze musimy pochodzić, ale wielkiego musu nie ma, bo Paweł ma jedne bardzo wygodne buty, cóż kiedy nie nowe.

Ja szukałam także kwiaciarni. Problem z moim bukietem- torebeczką jest taki, że mi się zamarzyły 3 kwiaty storczyka, a takie storczyki sprzedają u nas tylko w doniczkach i trzeba kupić całą doniczkę, psia kostka! Oprócz tego kwiaciarki słono liczą sobie za każdą jedna piedółkę. 5 zł za kawałek gąbki, kiedy dwa razy większą widziałam w hurtowni za 3 zł! A po prostu, kombinują, jak mogą... Jedni za ułożenie wiązanki liczą sobie 40 zł (bo ktoś to musi zrobić i odejść od lady) a inni nie liczą. Wkurzyć się można. Byłam chyba w kilkunastu kwiaciarniach. Ostatecznie na nic się nie zdecydowałam.

 A ze spraw ducha... generalnie między nami krążą bardzo pozytywne fluidy. Ale czasami charakterki dają o sobie znać, zwłaszcza, kiedy gdzieś się spieszymy, łazimy po mieście, pocimy się w samochodzie. Paweł mnie zaskakuje tym, że bardzo lubi przymierzać nasze obrączki :) Ogólnie jestem na luzie, myślę, że po niedzieli, kiedy czas przyspieszy, poczuję się bardziej zestresowana. Na razie najwięcej myślę o naszej podróży poślubnej po Polsce. Kupiliśmy dzis świetnie wydany atlas samochodowo- turystyczny "Polska niezwykła". Na jednej stronie jest dokładna mapa samochodowa z zaznaczonymi nawet malutkimi pipidówkami, a obok cała strona poświęcona jest atrakcjom turystycznym, jakie znajdują się na danym obszarze. To świetna książka dla nas, bo zamierzamy jechac przez Polskę, zatrzymywać się w ciekawych miejscach i zwiedzać. Naszym pierwszym dużym celem jest Malbork. Planujemy dojechać aż do Zakopca... a może uda się odwiedzić południowych sąsiadów? :) 

Bardzo bardzo cieszę się, że już za 9 dni zostaniemy mężem i żoną. Jakoś powoli zaczyna to do mnie docierać. Mam już naprawdę niewiele czasu by nacieszyć się swoim nazwiskiem.. to będzie DZIWNE... ciekawe, czy się nie będę myliła.

Trochę ostatnio mnie zaskoczył mój były. Odezwał się jakby nigdy nic. Niestety, w małżeństwie nie bardzo mu sie układa. Mam wrażenie, że za mną tęskni. Nie ukrywam przez Pawłem naszych rozmów na gg, ale chyba spasuję. Bo nawet nie wiem, jak reagować na niektóre teksty byłego... Ja nie mogę powiedzieć, abym żałowała, że się rozstaliśmy.  

Posted by Pani Groszek at 17:26:38 | Permanent Link | Comments (1) |

Poniedziałek, 10 Lipca 2006

Bardzo fajny poniedziałek :-)

Ponieważ odwiedziła nas koleżanka z Grudzia- Magda!! Ojej... kopę lat jej nie widziałam! Była przyjazdem z Koszałkowa, bo właśnie wracała ze ślubu Mai. Ta się najprędzej uwinęła z nas czterech, bo poznała swojego mena w październiku, zaręczyli się w grudniu, a ślub był w zeszłą sobotę. Tylko mój P., który swego czasu z Mają się spotykał i najlepszych wspomnień nie ma, stwierdził złośliwie, że ten Mai ślub to musiał być akt desperacji dla jej faceta. No cóż... z Mają się nie kochamy, więc przemilczę.  (Maja, Magda i Aga to koleżanki ze studiów; one były na tym samym kierunku, a ja na innym, ale przez wspólne mieszkanie z Mają i Magdą, Agę też dość dobrze poznałam). 

Ja ślubuję za niecałe 3 tygodnie, a tydzień po mnie Aga! Magda stwierdziła "Ale mnie urządziłyście!", bo w tak krótkim czasie ma trzy śluby swoich najbliższych koleżanek ze studiów. Z Magdą wspaniale mi się rozmawiało! Ona tak się angażuje w pracę, tyle robi dla dzieci, że aż ja podziwiam i sama czuję się "malutka" przy niej. Ja pracuję w prywatniej firmie.. w warunkach komfortowych, za to ONA- same kłopoty... jak opowiadała, to aż włosy stają dęba. A ona ma satysfakcję z tego, co potrafi z tymi dziecmi zrobić... Wielkie brawa dla niej!

Po tym, jak odwieźliśmy Magdulkę- Podulkę na pociąg, pojechaliśmy z Miśkiem oglądać cyfróweczki, bo na bank musimy przed ślubem sobie sprawić. Fotograf fotografem, ale całą noc nie będzie nam pstrykał (bo nie chcemy), a i potem na naszą podróż poślubną przyda się aparat z prawdziwego zdarzenia. W międzyczasie rozglądaliśmy się za bucikami dla pana młodego, za koszulkami... ale aparaty przysłoniły nam wszystko! ;)

Plany na najbliższy tydzień: jutro- iść do krawcowej w sprawie szycia kreacji na wszelki wypadek, jakbym chciała się przebrać, albo jakby jakimś cudem doszło do poprawin, choć nie planujemy. Jutro ok 17 spotykamy się z naszą orkiestrą i omawiamy co i jak mają grać, w co się chcemy bawić itd... W piątek mam przymiarkę (chyba ostatnią przed odbiorem) sukni ślubnej. W piątek także rodzice moi i Pawła będą finalizować umowę z lokalem, tzn. wpłacać pieniądze i umawiać szczegóły. Mam nadzieję, że babka przychyli się do mojej wizji dekoracji, bo to, co do tych pór u niej widziałam, nie zachwycało mnie.

Koniec końców- dzień zaliczam do udanych, choć męczących, a to z powodu niemiłosiernego upału. Za każdym razem, gdy wsiadałam do naszej "blaszanki" czułam się, jak siostra Antka wsadzana do pieca "na trzy zdrowaśki". Yell

Posted by Pani Groszek at 19:21:33 | Permanent Link | Comments (0) |

Czwartek, 06 Lipca 2006

Ślub za 23 dni :-)

Cieszy mnie ubywająca liczba dni w kalendarzu. Mam teraz sporo czasu, wreszcie się nie denerwuje sesją, bo wszystko ładnie pozdawałam. W wtorek p. Ewa malowała mnie na próbę i muszę powiedzieć, że efekt mnie zaskoczył... pozytywnie. Ludzie- ja mam OCZY i to jakie! Lekko skośne, egzotyczne, duże... Oczywiście dzięki pędzelkom p. Ewy ;) Jeden stres za mną- wiem, jak będę umalowana i wiem, że będzie ładnie. :-)

Umówiłam się z babeczką od paznokci na spotkanie, ale już prawie na pewno wiem, że ona będzie malowac moje pazurki w dniu ślubu. Nie chcę nic skomplikowanego.. 

Fryzjerce zaniosłam zdjęcia z jej poprzedniego czesania mnie oraz fryzury, które uważam za ideał. Ma sie nastepnym razem do niego zbliżyć. Przyjeła moje uwagi i powiedziała, że da się zrobić.

Jedyne co mnie wykancza- to upal. Chciałabym połazić po mieście, po sklepach, znaleźć coś ładnego i sexy do spanka, ale perspektywa smażenia się na ulicy przeraża mnie. Wczoraj zdołałam kupić sobie jedynie podwiązeczkę. Biało- niebieską. Mamy mieć taką zabawę, że Paweł będzie ją musiał zdjęć z mojej nogi bez użycia rąk. :D 

Posted by Pani Groszek at 18:01:23 | Permanent Link | Comments (0) |

Poniedziałek, 03 Lipca 2006

13 pozycji

Zrobiłam dziś listę 13stu spraw do załatwienia. Od takich poważnych spraw, jak zaniesienie księdzu dokumentów z USC aż po drobnostki typu zakup pończoszek i weselnych etykiet na wódeczkę. Zostały 3 tygodnie, trzeba zakasac rękawki i pozałatwiać wszystko jedno za drugim!

Buty mam wreszcie! Co za stressss..... Najpierw poczta nie mogła ich donieść, a potem okazały się za ciasne ;( Ale odesłałam je i dzis wróciły poprawione, wygodne, jak kapciuszki. Teraz muszę w nich troche pochodzić, żeby noga się przyzwyczaiła, a buty uleżały na nodze i będzie gicior :) Teraz jestem zadowolona...

Oczywiście bez problemów się nie obywa... tata z babcią kombinują. Ale nie chcę sobie psuć humoru opisywaniem tych sytuacyjek absurdalnych, jakich nawet Mrożek by się nie powstydził. Dziś nie chcę się już denerwować. A jutro rano mam próbny makijaż u siebie w domu, w południe i mam nadzieję, że także będę zadowolona.

W naszym związku sielanka... nie kłócimy się już, za to okazujemy sobie dużo czułości, wspieramy się... jest milutko!

 

ps. Violu, jesli przypadkiem podczytujesz mego bloga, to wiedz, że na skype podesłałam Tobie nr gg mojej jednej znajomej, której wiedza i obeznanie w temacie być może pomoże w Twoich kłopotach. Twoje czerwcowe notki czytałam i przejęłam się tym, co w nich znalazłam.  

 

 

Posted by Pani Groszek at 17:47:25 | Permanent Link | Comments (2) |