Czwartek, 29 Czerwca 2006

Siódmy stres

Za niecałe 2 godziny będę tkwiła na ostatnim egzaminie w tej sesji. Nie powiem, żebym coś umiała ;) Ale jakoś mam to gdzieś.

Mam ważniejsze problemy na głowie. Po ostatnim ścięciu z babcią, jeszcze więcej się namieszało. Babcia jest wielce honorna i o niesamowitą pierdółkę (aż wstyd opisywać!) strzeliła focha i zadzwoniła do mojego taty powiedzieć, że ona na wesele nie przyjdzie. Tata, po odpowiednim przedstawieniu sprawy przez babcię, powiedział, że również nie przyjdzie. 

Strasznie mnie to stresuje! Dziś babcia zmieniła zdanie i ojciec chyba też... tylko po co mi tak nerwy psują. Zamiast się cieszyć z tego dnia, oni mi go psują na długo przed faktem!! Tak się właśnie obawiam, że nastąpi jakieś spięcie i w dniu ślubu będę myślała, co nie tak zrobiłam lub powiedziałam, zamiast się wyluzować i upajać jedynym takim dniem w życiu.

Posted by Pani Groszek at 13:21:45 | Permanent Link | Comments (0) |

Wtorek, 27 Czerwca 2006

O radości!!! :-)

Tydzień zaczął się od miłej niespodzianki- ZDAŁAM PRAKTYCZNY na 4! A szłam z myślą, że obleję! To mi się jeszcze nie zdarzyło. Nie być zadowoloną z egzaminu i zaliczyć i to na 4! Gramatykę oblałam... 11/25 pkt cały rok (14 osób) oblał. Tłumaczę to tym, że jako takiej gramatyki było maluśko... głównie idiomy. Czytanie zaliczyłam na styk 15/25. To i tak wyczyn, bo oprócz mnie zaliczyły chyba jeszcze tylko 3 osoby. Pewna byłam tylko tego, że zdam mówienie i rzeczywiście 23/25. No i suprajz suprajz- pisanie 25/25! Tego się nie spodziewałam. Pisałam szybko, nawet nie miałam czasu przeczytać swoich wypocin. Byłam pewna, że napisałam haotycznie i narobiłam mnóstwo literówek, ale o dziwo... Idalia dała mi maksymalną ilość punktów. Dzięki jej za to!!!

Wczoraj wieczorem podążyłam na pocztę i okazało się, że moje buty leżały na niej od piątku, a jakiś patafian- paczkarz nie zostawił mi awizo! Odebrałam butki- ładne. Ale dziś odesłałam do poprawki, bo trochę piły w szwie. Za darmo bez kłopotu mi to mają naprawić, rozprują szew, naciągną skórę i voila!

Są obrączki!! Hip hip hurrra! Nawet zmieścił się cały nasz wymarzony napis Amor vincit omnia 29.07.2006.  Kosztowały nas w sumie 170 zł. To niewiele, bo złoto było nasze. A obrączki nie są takie zwykłe, bo mają eliptyczny przekrój, przez co nie będą nam odparzać łapek. Dziś z Pawełkiem wracaliśmy do domu w obrączkach na dłoniach, potem jeszcze trochę je w domku ponosiliśmy, ale teraz już leżą schowane w pudełeczku i czekają na swój dzień. Mam nadzieję, że nie pomylimy obrączek, bo są w podobnym rozmiarze. Moja 19, Pawła 20. Tylko, że moja ma 3,5 mm szerokości, a Pawełka 4,5mm. Jestem sczęśliwa :-) 

Do najbliższego załatwienia mam:

-dokończyć i rozdać zawiadomienia o ślubie ludziskom z roku- fajnie by było, gdyby przyszli
-odebrać z USC dokumenty i zanieść je do księdza
-pogadać z organistą i przekonać go by zagrał  "Canon D" Pachelbela wyczytałam otym na forum e-wesela i zakochałam się w pomyśle, by mieć to zagrane na ślubie!!! Piękne... radosne.. i podniosłe!! A jeszcze wspanialej byłoby mieć to zaśpiewane acapella (mam takie nagranie na winampie) ale POMARZYĆ. Moim mniejszym marzeniem jest, by organista NIE ŚPIEWAŁ- bo on naśladuje kozę. 
Posted by Pani Groszek at 19:34:02 | Permanent Link | Comments (0) |

Piątek, 23 Czerwca 2006

Zaczynam się niecierpliwić...

Zgodnie z tytułem mojego bloga, przyszedł czas by się poniecierpliwić. Tym razem chodzi o buty. Zamówiłam je w pracowni obuwia tanecznego Akces w Krakowie. Jakoś tak wypada termin realizacji zamówienia. Zadzwoniłam tam dzisiaj i pani poinformowała mnie, że buty zostały nadane 20 czerwca paczką priorytetową. Gdzie się więc zatem podziwają?? Mamy już piątek 23 czerwca! Zaczynam sie denerwowac, że przesyłka zaginęła!!! Już nawet nie martwię się o pieniądze, które za te buty zapłaciłam, tylko o same buty!! Jak sprawa się nie wyjaśni, to muszę na gwałt szukac innych, a zwyborem nie jest lekko!!

Pozytyw: obrączki są już chyba gotowe. Przedwczoraj mierzyliśmy je i są wygodne, dopasowane rozmiarowo. Cholernie ciężkie (ok 12 g obie) bo sa o przekroju elipsy () i trochę złota na to wchodzi. Dziś pójdę je odebrać i powinny już być dopracowane, wygrawerowane.

Pozytyw nr 2: wczoraj udało nam się pójść z USC z naszymi odpisami aktów urodzenia i na poniedziałek mają nam przygotować dokumenty do zaniesienia do kościoła. Potem trzeba będzie pilnowac księdza, żeby w ciągu 5 dni po ślubie zaniósł je do USC, żeby przypadkiem ślubu nam nie unieważnili...

Na koniec wkleję dwie fotki naszego psiura :) Wczoraj byłam z nim na spacerze, wałęsaliśmy się po łakach i parku z 1,5 godziny. Fajny jest :) Samej na pewno nie chciałoby mi się nigdzie iść.

 

No i jeszcze na sam koniec, zdjęcie ze ślubu Moniki :) Nawet załapaliśmy się na zdjęcie!! Czerwona strzałka to ja i Paweł!

 

Posted by Pani Groszek at 13:03:44 | Permanent Link | Comments (0) |

środa, 21 Czerwca 2006

Moja mama

...wszystko krytykuje. Najpierw nie mogła brać udziału w przygotowaniach, bo choroba przykuła ją do łóżka na kilka miesięcy, a teraz nic jej się nie podoba. Wesele- bo na "wiejską nutę", orkiestra, bo "trąbka, pompka i lewarek", moja suknia, bo spódnica w niej za szeroka i poszerza, a przecież nie widziała mnie jeszcze w niej z halką, która to wszystko rozprostuje i wyciągnie, kręci nosem na ślub kościelny, bo ona miała tylko cywilny. Generalnie mało mi pomaga- duchowo, niby jestem jedyną jej córką, ale czasem wydaje mi się, że teściowa bardziej przezywa przybycie do rodziny "nowej córki" niż moja mama "nowego syna". Jak jej czasem z żalem o tym mówię, to się dziwi "A co tu przeżywać, przecież to naturalna kolej rzeczy, niech teściowa przeżywa za nas obie".

W sumie nie mogę mieć do niej pretensji, bo dajepieniądze na mój strój, wspólnie z tatą opłacą koszty związane z gośćmi, ale tak jakoś czuję się sama w swoich przygotowaniach.

A dziś dotarł do mnie mój diadem. Tzn, jeden już mam, ale odpodobał mi się. Ten nowy wygląda o wiele bardziej elegancko, jest solidniej wykonany i ładniej lsni.

Posted by Pani Groszek at 15:16:04 | Permanent Link | Comments (0) |

Wtorek, 20 Czerwca 2006

Nie! No to się w głowie nie mieści!

Co za burdel na kółkach panuje w mojej parafii!!

Umówiłam się wczoraj z drugą Panną Młodą, która ślubuje zaraz po nas tego samego dnia. Chciałam się z nią dogadać odnośnie złożenia się na usługę dekoratorską do naszego kościoła. Bo skoro miałam ślubować 0 16:30, a Ania o 17:15 to firma dekoratorska nie zdążyłaby usunąć moich dekoracji, więc nie pozostało nic innego, jak skontaktować się z drugą parą i podzielić się kosztami, aby dekoracja była i na naszej mszy i na ich. Ania okazała się chętna do współpracy, więc poszłyśmy po mszy do zakrystii, pogadać z siostrą o dekoracjach i zapytać, ile pieniędzy trzeba dać na kwiaty i tak dalej. W zakrystii spotkałyśmy młodszego księdza- Andrzeja. Mówię, że sprawa taka a taka, że mój ślub o 16:30, a Anki o 17:15, na co i ks Andrzej i zakrystianka zrobili Surprised wielkie oczy! Bo takich gon mszy nie ma w żadnym kościele, bo to jest bezmyslność proboszcza, który chce ślub odbębnić w 40 minut, a tu przecież chodzi o WAŻNĄ mszę i z ludźmi tak postępować nie można, więc między godzinami rozpoczęcia kolejnych ślubów ma być godzina. Okazało się, że Anka z narzeczonym protokół na 29 lipca na 17 podpisywali już w grudniu! Więc my, idąc w styczniu do księdza z góry zostaliśmy nabici w butelkę, bo powiedział, że "ohoho... do lipca duuużo czasu, nie mam na lipiec żadnych ślubów jeszcze, zapiszcie się u zakrystianki na jaki dzień chcecie i na jaką godzinę wam pasuje". A tu guzik... bo nasza godzina była już miesiąc wcześniej zajęta przez Anię i jej narzeczonego, tylko, że ksiądz zakrystiance tego nie powiedział i bidula nie odnotowała tego u siebie w kalendarzu. Yell 

Mało się nie wściekłam, powiedziałam, że z całym szacunkiem, ale  ja z tego nic nie rozumiem. Czemu ks Andrzej zmienia decyzje proboszcza, czy w końcu którejś godziny mogę być pewna, bo goście chyba kota dostaną, jak się ich będzie ciągle powiadamiało o zmianach godziny. Ksiądz Andrzej powiedział (a zakrystianka go poparła), że proboszczowi chyba się poj... (moje określenie!) i żadnych takich godzin połówkowych ani ćwiartkowych zapisywać nie będą, tylko pełne godziny. Stanęło na tym, że Anka ma ślub o 17, a ja o 16. Całą godzinę wcześniej niż zakładaliśmy, niż widnieje  na zaproszeniach i tak dalej... 

Mam nadzieję, że już NIC się nie zmieni w tych ustaleniach, bo chyba wyjdę z siebie i stanę obok! Żeby dopełnic pasmo niepowodzeń, dziś przeszliśmy się z Pawłem do złotnika i grubasek z rozbrajającą szczerością powiedział, że nawalił, bo obrączki nie są jeszcze gotowe "właśnie ma je na warsztacie i że jutro już na pewno". Undecided A byłam u niego tydzień temu (w dniu odbioru obrączek!!!) żeby zapytać, czy gotowe- oczywiście na 101% wiedziałam, że gotowe nie będą i nie były. Prosiłam zatem o wyznaczenie REALNEJ daty odbioru i wyznaczył je na dziś w południe, zapytałam CZY NA PEWNO??? żebyśmy my na darmo nie chodzil, powiedział, że NA PEWNO. I dupa

Mają być "na pewno jutro". Zobaczymy. 

Posted by Pani Groszek at 13:36:49 | Permanent Link | Comments (0) |

Piątek, 16 Czerwca 2006

Nie wszystko na raz!

Sesja w pełni. Jestem już po dwóch egzaminach, które chyba poszły mi nieźle.  Dziś o 15 czeka mnie maraton 3 egzaminów pisemnych: czytanie, pisania i grrrrrramatyka. Yell Ta ostatnia spędza sen z powiek. Następne egzaminy 22 i 29 czerwca. Mam już dziś dość! Chciałabym mieć koniec tych wszystkich egzaminów i wreszcie trochę wolnego, by podopinać ślubne sprawy na ostatnie guziki. 

Jak na razie udało nam się znaleźć samochodzik. Będzie to czerwone "sportowe" mitsubishi. Kto je wynalazł? No oczywiście ja. Zamówiłam także na allegro i już dostałam tablice "rejestracyjne" z napisem "Młoda Para" na jednej oraz Ania i Paweł na drugiej. Ja też zorganizowałam dekorację kościoła za 70 zł :) Zrobi to firma dekoratorska według mojego pomysłu. Dekoracje będą stanowić białe tiulowe kokardy z białą różą na zielonych listkach przyczepione do boków ławek tworząc biały, delikatny szpaler. Podobny tiolowy motyw powtórzymy na krzesłach i klęczniku. 

Popędziłam trochę naszego złotnika i wedle wszelkich zapewnień obrączki mają być gotowe do mierzenia we wtorek, a wygrawerowane na środę. Czyli już niebawem. 

Czekam także z niecierpliwością na moje zamówione buty! Powinny dotrzeć w przyszłym tygodniu. 

Prawie wszyscy goście Pawła potwierdzili przybycie, więc wie na czym stoi. Natomiast część moich pociotków się wykruszyła... Za bardzo na nich nie liczyłam, ale odpadlo właściwie 7 osób. Najważniejsze, aby byli ci, którym na tym zależy, a nie ktoś z przymusu.

W sobotę wybieram się na ślub mojej forumkowej koleżanki, Moniki..  Mam nadzieję, że dotrę bez problemów.

Posted by Pani Groszek at 11:14:05 | Permanent Link | Comments (0) |

Piątek, 09 Czerwca 2006

Pawełku, tego lepiej nie czytaj.... ;-)

"Filozofia małżeńska"

 

Żadnego cudu nie ma
Żadnego trudu nie ma 
Dam tylko znak oczyma
On juz wszysto wie
Żadnych zaklinań nie ma
I wypominań nie ma
Nic przecież go nie trzyma
Chce - to dobrze
Nie chce - to nie
Ale chce
 
Żadnych humorów nie ma
I żadnych sporów nie ma
I na nic się nie zżyma
Tylko z ręki je
 
I sam mi wszystko poda
I zawsze w domu zgoda
Bo na to jest metoda
Moja mama przed ślubem
Nauczyła jej mnie 
 
Że pierwszego dnia po ślubie od razu go w łeb
Pierwszego dnia po ślubie od razu go w łeb
My to wiemy, to po prostu codzienny nasz chleb
Że pierwszego dnia po ślubie od razu go w łeb
  
I kocha mnie, szanuje mnie
Całuje mnie za to, że
Dostał w łeb ten pierwszy raz
We właściwy czas
 
Do ślubu on mądrzejszy 
Do ślubu on ważniejszy
Do ślubu wszystko umie
Wszystko lepiej wie
Do ślubu taki duży
Niech tylko brwi zachmurzy
Już się nie oprę dłużej
Chce - to dobrze
A nie chce - to nie
Jak sam chce
 
Do ślubu ja malutka
Do ślubu ja cichutka
Do ślubu łagodniutka
Za nim choćby w grób
Do ślubu wszystko znoszę
Co znoszę - to rozkosze
Do ślubu grzecznie proszę
Oczki spuszczam podnoszę
A potem ten ślub
 
I pierwszego dnia po slubie od razu go w łeb 
I pierwszego dnia po ślubie od razu go w łeb
Nie drugiego dnia po ślubie, to za późno, ty go trzep
Pierwszego dnia po ślubie, póki świeży ten chleb
 

 Świetna piosenka Hanny Banaszak. Od wczoraj ciągle jej słucham :) 

 

ps. wiadomość z ostatniej chwili! mój narzeczony od wczoraj ma tytuł magister inżynier :D GRATULACJE! 

 
Posted by Pani Groszek at 08:39:00 | Permanent Link | Comments (3) |

Czwartek, 08 Czerwca 2006

Amor vincit omnia ...

... taka sentencja będzie prawdopodobnie widniała na naszych obrączkach. Powinny byc do odbioru w przyszłym tygodniu, ale jak znam życie, pewnie będzie trzeba pójść i ponaciskać, bo złotnik dość zarobiony jest i trzymanie się terminów nie jest jego mocną stroną. 

Wspomnę, że sobotnia "wizytacja" lokalu przebiegła pomyślnie, jak również próbna fryzura oraz przymiarka sukni. Mamie się podobało. Diadem, welon, biżuteria, pięknie współgrają. Na razie wciąż jest dużo do zrobienia, bo nie załatwiliśmy formalności w USC, ksiądz nam zalecił dodatkowe nauki, ale nie ma kiedy się tym zająć. Paweł w pracy, ja na zaliczeniach. Goście powoli się zapowiadają. U Pawła potwierdzili przybycie wszyscy z wyjątkiem jednego wujka i kuzyna, ale mają jeszcze czas. U mnie na razie wiadamo, że przybędzie  połowa zaproszonych, może trochę więcej. 

Zupełnie nie mam weny do pisania. Spadam. 

Posted by Pani Groszek at 09:01:26 | Permanent Link | Comments (0) |

Czwartek, 01 Czerwca 2006

Kolejny fragment układanki.

Organizacja ślubu i wesela coraz bardziej przypomina mi układanie wielkich puzli w wersji 3D. Strasznie trudno o niczym nie zapomnieć, a i tak nie ma gwarancji, że "cały misterny plan w pizdu"- cytat z komedii "Chłopaki nie płaczą".

No bo teraz okazuje się, że mamy jeszcze dodatkowe nauki robić (ciekawe, kiedy???) a i Pawełka ubrać. Gości pozbierać do kupy, załatwić im noclegi jeśli to konieczne, transport. O wszystko dowiaduję się sama. Robię awantury Pawłowi, kiedy doskonale wiem, że on naprawde nie ma do tego głowy przesiadując (siedzenie to nie najszcześliwsze słowo) w pracy do 18, z często 19 czy nawet 20! Ale czasem rece mi opadają. Dałam ogłoszenie o poszukiwanym samochodzie. Jakiś facet na nie odpowiedział. Nawet nie żąda wiele- 200zł za czerwone mitsubishi z sobą, jako kierowcą, z tym, że nie wiem, czy to cena całości czy za godzinę?? Mam zadzwonić dziś wieczorem do niego. 

Goście powoli się deklarują. Same przybędą dwie moje koleżanki, w tym świadkowa. Bardzo się cieszę, że one będą, bo z samymi ciociami i wujkami nie czuję, abym miała wiele wspólnego. No i z młodymi konkursy można fajne przeprowadzić! Przybywa moja ciocia z zagranicy wraz ze swoim partnerem i prawdopodobnie także mój brat cioteczny, ale nie wiadomo, czy sam czy z kimś.

Mój brat (i świadek zarazem) wyjeżdża do tej właśnie cioci "za pracą" i wróci pewnikiem dopiero na mój ślub. Świadkowa też jest przyjezdna- mam nadzieję, że jakoś te puzle poukładam do końca. Poukładam- właśnie ja- bo ja tu czuję się najbardziej odpowiedzialna. Niestety- nie finansowo. Bo dołozyć ani grosza niestety nie mogę.

W sobotę idę na próbne czesanie. Jeszcze nie wiem, ile za to zapłacę. Potem przyjedzie mama (może z tatą) i pójdę z nią na przymiarkę sukni. Już uczesana, z welonem, diademem itd... Potem jedziemy obejrzeć salę, bo mama jeszcze nie miała możliwości. Szkoda, że świekra będzie tego dnia w pracy, bo chciałam, aby się spotkały.

A dziś dotarła do mnie moja ślubna biżuteria. Oczywiście bardzo mi się podoba:)  Zdjęcie słabej jakości, nie oddaje jej piękna. Jest dość ciężka, ale sprawia delikatne wrażenie, pięknie błyszczą cyrkonie. Kolczyki są delikatne i też ślicznie błyszczą. Mierzyłam i pasuje, jak ulał. Jak nie zapomnę, to kolię też wezmę na przymiarkę.


Posted by Pani Groszek at 12:35:44 | Permanent Link | Comments (4) |