Poniedziałek, 29 May 2006

Welon też już mam :P

Wróciliśmy ze wsi w niedzielę. Pogoda się popsuła, ale i tak było fajnie :) Niestety, Atosowi nie udało się zaprzyjaźnić z psami moich rodziców, więc na spacery chodziliśmy we dwoje... a potem troje, gdy dojechał do nas Paweł. Rodzice mają w sobotę przyjechać do miasta i obojerzeć w końcu wybraną przez nas salę. Wszystko tak się opóźniło, bo mama miała operację, potem długo leżała, potem była w sanatorium i tak dalej... A zatem, w sobotę jedziemy do naszego lokalu, akurat będziemy przed weselem i obejrzymy dekoracje!

A poza tym, mama chciałaby zobaczyć moją suknię. Postaram się zamówić sobie przymiarkę na sobotę, o ile zakład wtedy pracuje. Chciałabym także wybrac się do fryzjera i w końcu próbnie się uczesać, bo diadem mam i welon też w końcu przyszedł! Jest bardzo ładny, dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam. Delikatna mgiełka ozdobiona gdzie niegdzie połyskującymi kryształkami :)

 W naszym związku wszystko dobrze się układa... mimo stresów, jakie teraz ma Paweł. Trzymam kciuki za niego, żeby mu się w końcu udało dociągnąć sprawy do końca.

Posted by Pani Groszek at 09:47:00 | Permanent Link | Comments (0) |

Sobota, 27 May 2006

Znów sobota

Jadę dziś do rodziców. Zabieram w podróż Atosa :) Ciekawe, jak mu się spodoba weekend na wsi?

 

Posted by Pani Groszek at 10:05:44 | Permanent Link | Comments (1) |

środa, 24 May 2006

ZONK!

Wreszcie wczoraj udało nam sie pójść RAZEM do księdza w sprawie zapowiedzi. Zajęło nam to "zaledwie" dwie godziny. Ksiądz przerobił z nami streszczenie nauk przedmałżeńskich o_o Zrobił z nami spisanie protokołu, pobrał ofiarę "na biednych" i kazał przyjść do siebie na jeszcze 3 nauki!! I na jeszcze 3 spotkania w poradni!!! To po co my robiliśmy te 10 tygodni nauk i te 3 spotkania w poradni do tych pór??

A "najlepsze" jest to, że jakaś inna para zajęła naszą godzinę 17! Tzn. oni umówili się na 17:15. A nam nie pozostało nic innego, jak zapisać się na 16:30. To chyba będą jakieś ekspresowe śluby- 40 minutowe. Może ja się nie znam, ale wydawało mi się, że to troche dłużej trwa. Nie żebym aż tak bardzo żałowała, ale goście już są pozapraszani na 17... Będzie trzeba trochę poodkręcać.

Same kłopoty!!

Teraz dociera do mnie ile jeszcze spraw nie zostało załatwionych! Organista, tort, samochód, prezenty na podziękowanie rodzicom, strój dla Pawła (o ile nie wciśnie się w garnitur z zeszłego roku), SPRAWY W USC!!

A do tego za 2 tygodnie zaczyna się sesja, w której mam 7 egzaminów. Looozik. ;) 

Posted by Pani Groszek at 07:29:02 | Permanent Link | Comments (5) |

Piątek, 19 May 2006

Już prawie gotowa!

Znów micha mi się cieszy, bo byłam na drugiej przymiarce sukni i jest prawie na ukończeniu. Mało tego! Od zeszłego tygodnia schudłam, bo suknia się poluzowała! Krawcowa powiedziała, że ostateczna przymiarka i wszycie zamka będzie ok 2 tygodnie przed ślubem, bo skoro jak tak się zmieniam, to szkoda już teraz wykańczać, żeby potem nie trzeba było zmniejszać lub nie daj Boże powiększać!

Myślę, że ten spadek gabarytów to za sprawą kłopotów z Atosem. bardzo przeżyłam awanturę z sąsiadem, wyprowadzkę pieska i w efekcie straciłam zupełnie apetyt. Minęło 9 dni i spodnie, jakby lużniejsze. Cieszy mnie to... i mam nadzieję, że tendencja spadkowa się utrzyma ;)

 

Posted by Pani Groszek at 20:52:10 | Permanent Link | Comments (2) |

Czwartek, 18 May 2006

Ruszyła maszyna po szynach ospale

Nasza ślubna maszyna :) Z tego, co wiem, nasze zaproszenia już doszły. Jednak nikt jeszcze nie potwierdził przybycia. Hmm...

Poszliśmy w końcu do jubilera, daliśmy złoto i zamówiliśmy obrączki. Będą klasyczne, ale nie do końca. Dla większej wygody zamawiamy wypukłe także od środka. Będą przez to cięższe, ale co tam... złotego złomu akurat wystarczy. Teraz usilnie myślimy nad grawerem i żaden pomysł do nas nie przemawia w 100%.

Kolejna pozytywnie załatwiona sprawa, to diadem, który wreszcie przyszedł. Welon, zamówiony na Allegro, na który czekam. I buty zamówione z pracowni obuwia tanecznego Akces :) Pierwszy raz kupuję buty "na odległość", z tym, że  NA MIARĘ! Mierzyłam stopę w 4 miejscach, podałam mój najczęstszy rozmiar obuwia i wybrałam fason, kolor i tak dalej. Babeczka z Akcesu, w rozmowie telefonicznej była bardzo miła i kompetentna. Buty wyszyły mnie ciut więcej niż zakładałam, bo zamawiam dodatki typu zapięcia z cyrkoniami, ręcznie robione obcasy "kieliszki" 5,5 cm. Standardowo w cenę butów wliczone są dwa rodzaje szpilek- wąska i szersza, oraz obcasy typu "kuban", ale ja dla stabilności i wygody wybrałam kieliszek- zawsze z resztą podobały mi się takie obsasy.

Diadem wygląda tak:

lub tak :) Wyglądam w nim, jak księżniczka. Ale nie jest bardzo wysoki- ok. 3 cm.

 

A to w przybliżeniu fason moich butów do tanga argentyńskiego. Moje będą białe, z obcasem kieliszkowym 5,5 cm (boję się szpilek, mam tendencję do skręcania lewej kostki, a szpilek nigdy nie nosiłam, więc dla bezpieczeństwa wybrałam stabilniejszy kieliszek), skóra wewnątrz i na zewnątrz, podeszwa z praktyczności poligumowa. 


 

Heh... oczywiście, jak szaleć, to szaleć. Kupiłam kolejny stanik O_O Tym razem idntyczny, jaki od roku zdzieram i zedrzeć nie mogę, a który jest wygdny, jak piżama. Nigdzie go nie mogłam dostać w bieli, ani w Słupsku, ani w Koszalinie, ale w końcu znalazłam na Allegro! I kupiłam (taniej o 10 zł niż w sklepach!). Teraz mam ciężki orzech do zgryzienia, w którym staniku iść do ślubu ;) Umówiłam się na jutro z krawcową, że pójdę jest w tym nowym raz przymierzyć i razem zdecydujemy. A oto biustonosz. Gaia- rossinova.

I to by były wszystkie nowości z przygotowań ślubnych. najbardziej ciesze się (Paweł też) z zamówienia obrączek! To już taki klejny symboliczny krok zbliżania się TEGO DNIA. Jakoś nas to wzmocniło i zbliżyło do siebie. Kocham go! 

Posted by Pani Groszek at 08:27:45 | Permanent Link | Comments (6) |

Piątek, 12 May 2006

Światełko w tunelu

Od wtorku nawet dwa razy dziennie jestem u "teściów" i spędzam czas z Atoskiem. Pojawiło się światełko w tunelu. Okazało się, że w środę właściciel mieszkania rozmawiał z sąsiadem (grrrrr!) i ponoć sąsiad jest bardzo zdziwiony, że pozbylismy się psa- niby, że jemu chodziło TYLKO o to, żebyśmy go zabierali, jak wychodzimy, żeby nie hałasował pod naszą nieobecność. Nie wiem, o co w sumie chodzi, ale wszystkich nasza radykalna i szybka akcja zdziwiła. W każdym razie od piątku wieczorem do poniedziałku po południu piesek będzie u nas. A resztę dni spędzi na drugim końcu miasta, ale będę go tam odwiedzać i latać z nim na spacery.

Udało nam się w końcu wysłać zaproszenia na ślub.

Nie mogę znaleźć butów do sukni.

Nie mamy czasu pochodzić w sprawie obrączek- P. pracuje do 19-20

Przydałoby się dać na zapowiedzi.

I pójść do USC- to już chyba spadnie na mnie.  

Posted by Pani Groszek at 07:23:41 | Permanent Link | Comments (4) |

Wtorek, 09 May 2006

Bardzo smutny dzień :(

Bardzo mi smutno, właściwie to bez przerwy płaczę od wczorajszego wieczoru. Okazało się, że pies przeszkadza sąsiadowi i musieliśmy go oddać. Wzięła go Pawła mama, a Paweł wyprowadza się do rodziców, by być z pieskiem. Mam nadzieję, ze to sytuacja tymczasowa, póki nie znajdzie się dla nas mieszkanie. Nie będę wnikać w formalności.

Jestem zdruzgotana :( Czuję się zaszczuta przez jednego człowieka, którego to nie pierwsza taka akcja. Dziś, jak odprowadzałam Atosa, serce mi pękało. Wiem, że będę go widywać, ale czy on mi wybaczy? Nie chcę, by się ode mnie odzwyczaił, przestał ufać. Nie przypuszczałam, że aż tak jestem do niego przywiązana. I już brakuje mi naszych wyjść na długie spacery. Czuję się dennie :((((((

 

 

Dziś miałam też przymiarkę sukni. Ale w ogóle mnie to nie cieszy.  

 

Posted by Pani Groszek at 14:16:57 | Permanent Link | Comments (3) |

Poniedziałek, 08 May 2006

Nareszcie go mam!

Sobotnie poszukiwania biustonosza pod suknię wreszcie przyniosły efekty. Byłam z Misiem w Koszalinie i przymierzyłam tam chyba ze 20 biustonoszy ;) Kupiłam dwa- jeden tak zwanej "zwykłej firmy", a drugi Feliny.Zapłaciłam sporo, ale nie żałuję. Wygodniejszego stanika nigdy nie miałam!

A oto on:)

A na dodatek zadzwoniłam do salonu sukien i babka powiedziała, że suknia jest juz gotowa do przymiarki, i że myślała, że ja już byłam. Otóż nie byłam. I teraz ma do mnie oddzwonić szefowa salonu i umówić się ze mną do mierzenie.  Ciekawe, kiedy- już nie mogę się doczekać! Teraz jeszcze muszę znaleźć buty....

Posted by Pani Groszek at 12:31:26 | Permanent Link | Comments (0) |

Sobota, 06 May 2006

nie mam pomysłu na tytuł

To, co obserwuję od 3 dni za oknem i na spacerach z Atosem, moge określić w dwóch swłowach: EKSPLOZJA WIOSNY! Tak się zazieleniło i ukwieciło, że wprost nie-do-wiary! Zaczęły kwitnąć mirabelki, to dla mnie zawsze był znak, że wiosna w pełni. Kocham kwitnące drzewa owocowe. Pamietam, że bohaterka mojej ulubionej powieści z dzieciństwa, Ania z Zielonego Wzgórza, miała za oknem takie kwitnące na biało drzewo nazywała je Panną Młodą. Zielona mgiełka rozciaga się nad każdym krzaczkiem i drzewem i wygląda to, jakby ktoś poowijał rosliny zielonym tiulem. Za kilka dni ten "tiul" przybierze formę własciwych liści.

Tymczasem, właściwą formę przybrały nasze zaproszenia. :) Teraz czekają jedynie na wysłanie. Tekst mamy taki (proszę się nie sugerować czcionką- na zaproszeniach jest to ładniej dopracowane):

Dotąd dwoje, choć jeszcze nie jedno.

Odtąd jedno, choć nadal dwoje.

Karol Wojtyła

Anna Iksińska

i

Paweł Ygrekowski

z radością zapraszają

 

Sz. P. .........................................................................................................

na uroczystość przyjęcia Sakramentu Małżeństwa,

która odbędzie się 29 lipca 2006 roku,

o godzinie 17:00 w kościele Św. Iksa w Słupsku.

 

Po ceremonii zaślubin serdecznie zapraszamy na przyjęcie weselne, które odbędzie się w Lokalu X, przy ulicy Błotnej (numer zachlapany) w Słupsku.
 
 
Uprzejmie prosimy o potwierdzenie przybycia do 15 czerwca pod numerem tel. 123-456-789


Posted by Pani Groszek at 08:18:21 | Permanent Link | Comments (1) |

Wtorek, 02 May 2006

Szafirkowy, uroczy deszczowy weekend :-)

To był bardzo miły, deszczowy weekend :) Na moim oknie zawitały szafirki w białej filiżance, przyniesione przez Pawełka. Gdyby nie ten deszcz, mój miły musiałby pracować, ale na szczęście miał wolne :) Oglądaliśmy filmy na DVD, zrobiliśmy zakupy, zajadaliśmy się moim torcikiem czekoladowym, smacznymi obiadkami wspólnie przyrządzanymi. Spacerowalismy z Atoskiem, który znalazł sobie hobby- tarzanie się w kupie :/ Oj, naszorowaliśmy się dziada jednego!

Bardzo, aleto bardzo się cieszę, że wydrukowaliśmy nasze zaproszenia! Wyszły bardzo eleganckie i profesjonalne. Teraz jestem w trakcie wklejania ich do okładek. Chcemy powysyłać je do końca tygodnia. Czas najwyższy! Lada dzień pójdziemy do złotnika zamawiać obrączki- złoto już zgromadzone.

Ten weekend był miły także z pewnych słodkich powodów, których nie będę wyłuszczać. Dość, jeśli powiem, że nacieszyliśmy się sobą ładnych parę razy :) Oh... takie weekendy mogłyby być częściej!

A tu kilka szafirków


Posted by Pani Groszek at 13:34:44 | Permanent Link | Comments (0) |