Niedziela, 22 Października 2006

Pamiętasz, była jesień...

W sumie nic się nie dzieje. Paweł zapracowany, ja trochę mniej.

W listopadzie będzie 5 lat odkąd się poznaliśmy. A za 9 dni będzie 3 miesiące od naszego ślubu. Czas zasuwa nieźle. Pewnie ani się obejrzymy, jak będziemy świętować pierwszą rocznicę ślubu, piątą, dziesiątą.

Dostałam od Agnieszki bardzo fajny tekst, taki pokrętnie filozoficzny:

Gdyby czas płynął w drugą stronę, to byłoby tak pięknie...

Zaczyna się od tego, że kilku gości przynosi cię w skrzyneczce i oczywicie, od razu trafiasz na imprezę. Żyjesz sobie spokojnie, jako starzec, w domku. Stajesz się coraz młodszy. Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy. Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia. Zaczynasz pic coraz więcej alkoholu, coraz częściej chodzisz na imprezy i coraz częściej uprawiasz seks. Jak już masz to opanowane, jesteś gotów, by trafić na staudia. Potem idziesz do szkoły, coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę. Robisz się coraz mniejszy, aż w końcu trafiasz do... hmm, gdzie pływasz sobie przez 9 miesięcy wsłuchując się w uspokajający rytm serca. A potem nagle BĘC- i twoje życie kończy się... orgazmem. Amen.

 

Posted by Pani Groszek at 12:20:07 | Permanent Link | Comments (0) |

Niedziela, 08 Października 2006

Auć kac!

Trochę się czuję skołowana. Choć po terapii małżonka odżyłam dość wyraźnie. Wczoraj była bardzo fajna imprezka. Zaprosiłam kilka osób z roku, które były na naszym ślubie, a nie były zaproszone na wesele. W sumie było to 6 osób, ale dwie nie przyszły- ich strata. 

Było także młode małżeństwo, ze stażem 2 tygodnie krótszym od nas :-) Przyniesli swoje zdjęcia (robione przez tego samego fotografa) i fajnie było pooglądać. Naprawdę super wyszli! Bardzo miło było. Przed przyjściem gości zakręciłam 3 sałatki, zrobiłam kurczaka w cieście. Mniam mniam... Wszystko znikało ze stołu, goście wciąż dokładali sobie na talerze- serce roście!

A dziś kac... błeeee. Ledwom się obudziła. To weselna. Zostało nam kilka butelek i obiecałam sobie, że postawię ją gościom. Poszły prawie trzy butelki, plus piwko. Ale wesolutcy byliśmy :-)))) A tak się mężulek zżymał... że po co, że on chce mieć wolną sobotę wieczorem, że on nie będzie miał wspólnych tematów. Ale towarzystwo było takie, że każdy się dobrze bawił (mam nadzieję). Po wyjściu gości rozanielony małżonek powiedział, że bardzo dobrze się bawił i że nie żałuje :-)

Ponieważ moi znajomi (Aga i  Andrzej) mają swoją stronę w necie ze swoimi zdjęciami, pozwolę sobie wkleić jedno z ich zdjęć. Stanowili śliczną par Młodą! Ja niestety nie byłam na ich ślubie, bo podróżowaliśmy wtedy po Polsce w ramach miodowego miesiąca.

Aga miała śliczny bukiet! W ogóle ślicznie wyglądali! Jakbym ich zobaczyła na żywo, to pewnie nie pozbierałabym szczęki z podłogi!! Wkleję jeszcze jedno!

Posted by Pani Groszek at 12:26:15 | Permanent Link | Comments (0) |