Pamiętasz, była jesień...
W sumie nic się nie dzieje. Paweł zapracowany, ja trochę mniej.
W listopadzie będzie 5 lat odkąd się poznaliśmy. A za 9 dni będzie 3 miesiące od naszego ślubu. Czas zasuwa nieźle. Pewnie ani się obejrzymy, jak będziemy świętować pierwszą rocznicę ślubu, piątą, dziesiątą.
Dostałam od Agnieszki bardzo fajny tekst, taki pokrętnie filozoficzny:
Gdyby czas płynął w drugą stronę, to byłoby tak pięknie...
Zaczyna się od tego, że kilku gości przynosi cię w skrzyneczce i oczywicie, od razu trafiasz na imprezę. Żyjesz sobie spokojnie, jako starzec, w domku. Stajesz się coraz młodszy. Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy. Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia. Zaczynasz pic coraz więcej alkoholu, coraz częściej chodzisz na imprezy i coraz częściej uprawiasz seks. Jak już masz to opanowane, jesteś gotów, by trafić na staudia. Potem idziesz do szkoły, coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę. Robisz się coraz mniejszy, aż w końcu trafiasz do... hmm, gdzie pływasz sobie przez 9 miesięcy wsłuchując się w uspokajający rytm serca. A potem nagle BĘC- i twoje życie kończy się... orgazmem. Amen.

