Auć kac!
Trochę się czuję skołowana. Choć po terapii małżonka odżyłam dość wyraźnie. Wczoraj była bardzo fajna imprezka. Zaprosiłam kilka osób z roku, które były na naszym ślubie, a nie były zaproszone na wesele. W sumie było to 6 osób, ale dwie nie przyszły- ich strata.
Było także młode małżeństwo, ze stażem 2 tygodnie krótszym od nas :-) Przyniesli swoje zdjęcia (robione przez tego samego fotografa) i fajnie było pooglądać. Naprawdę super wyszli! Bardzo miło było. Przed przyjściem gości zakręciłam 3 sałatki, zrobiłam kurczaka w cieście. Mniam mniam... Wszystko znikało ze stołu, goście wciąż dokładali sobie na talerze- serce roście!
A dziś kac... błeeee. Ledwom się obudziła. To weselna. Zostało nam kilka butelek i obiecałam sobie, że postawię ją gościom. Poszły prawie trzy butelki, plus piwko. Ale wesolutcy byliśmy :-)))) A tak się mężulek zżymał... że po co, że on chce mieć wolną sobotę wieczorem, że on nie będzie miał wspólnych tematów. Ale towarzystwo było takie, że każdy się dobrze bawił (mam nadzieję). Po wyjściu gości rozanielony małżonek powiedział, że bardzo dobrze się bawił i że nie żałuje :-)
Ponieważ moi znajomi (Aga i Andrzej) mają swoją stronę w necie ze swoimi zdjęciami, pozwolę sobie wkleić jedno z ich zdjęć. Stanowili śliczną par Młodą! Ja niestety nie byłam na ich ślubie, bo podróżowaliśmy wtedy po Polsce w ramach miodowego miesiąca.
Aga miała śliczny bukiet! W ogóle ślicznie wyglądali! Jakbym ich zobaczyła na żywo, to pewnie nie pozbierałabym szczęki z podłogi!! Wkleję jeszcze jedno!


