Grzybobranie :-)
W ubiegły weekend bylismy na wsi u moich rodziców. Pojechałam już w piątek z bratem,Paweł zajechał na noc a w sobotę rano znów pognał do pracy, ale już koło 13 był zpowrotem i większość soboty spędziliśmy na wsi. Pojechaliśmy także na grzyby na nastawieniem na kaniobranie :) Zawsze towarzyszy temu dreszczyk emocji "kania czy muchomor", na szczeście mój tata to wytrawny grzybiarz i obejrzał każdego zebranego przez nas grzybka. Oprócz kań znaleźliśmy sporo innych grzybów, między innymi borowiki i kozaki, które poszły do suszenia i teraz mam zapas grzybów conajmniej na 2 lata!
Już dawno z taką przyjemnością nie spędzałam weekendu u rodziców. Było naprawdę milutko! A sobota była taka ciepła- wręcz gorąca! W lesie widziałam sarny i liska. A po powrocie spotkałam Pasika, czyli pasikonika. Taki duży i zielony lazł po ścianie domu, więc zrobiłam mu zdjęcie :-)

Potem Paweł zrobił zdjęcie mi. Widać, z jaką uwagą i napięciem studiuję anatomię Pasika ;-)

Grzybów było dużo. Na szczęście mama i tata pomagali czyścić. Tu mój mąż...

Kanie kanie... pychota! Przed smażeniem... 
Smażące się... 
I ja... koneser-ryzykant ;-) Pyszne było, wszyscy żyją i mają się świetnie!

Dziękuję wszystkim za uwagę i do napisania!

