Czwartek, 28 Września 2006

Mocno zalatana!

Wrzesień upłynął mi pracowicie. Nawet nie wiem, kiedy skończyło się lato, a zaczęła jesień. Marcin mówi, że wrzesień jest jego ulubionym miesiącem w roku. Dla mnie to jeden z najgorszych miesięcy. Zawsze kojarzy mi się ze schyłkiem lata, panowaniem zimnych nocy nad ciepłymi dniami, powrotem do szkoły, a obecnie do pracy. Wrzesień to dla mnie KONIEC.

Najgorsze są pierwsze dwa tygodnie. Potem są moje urodziny i jakoś oswajam się z wrześniem i rudziejącymi liśćmi. Chyba już dawno nie przeżywałam zmian w przyrodzie, jak w tym roku.  To za sprawą Atoska i spacerów z nim. od kilku dni co rano widzę rudą wiewiórę, jak biega pod drzewami i szuka łakomych kąsków. Czasem chciałabym być wiewórką i umiec tak skakać po drzewach, jak ona, być tak zwinną i śliczną. 

Podobały mi się praktyki w liceum. Polubiłam młodzież i pracę z nią. Oceniona też zostałam wysoko.  A za tydzień zaczynam ostatni rok studiów. Cieszę się, że wracam na uczelnię! To dla mnie wręcz rozrywka. Na razie mam zapał do nauki. Pewnie w listopadzie zacznie mi się nudzić ;-)

Trochę mam zaległości blogowych, bo obiecałam sobie opisac z detalami naszą podróż poślubną, a skończyłam na trzecim jej dniu. Będzie trzeba przysiąść i napisać. I powklejać trochę zdjęć. A w tej chwili własnie czekam na męża, bo jedzie z pracy. Znów mamy siebie tak mało. Właściwie po zdjedzeniu obiado-kolacji prawie nie zostaje czasu na rozmowę. Męczy nas to, ale wiemy, że trzeba to znosić cierpliwie. Tak wiele jest par, małżeństw, które wręcz mieszkają osobno.

Np. Monika... widziałam sie dzisiaj z nią. Fajna z niej dziewczyna.  I trochę samotna, bo jej mąż jest wiele kilometrów stąd.

 

Posted by Pani Groszek at 19:09:08 | Permanent Link | Comments (0) |
Komentarze
Write a comment