To już miesiąc O_O
Dziś mija równy miesiąc od naszego ślubu! Boże, jak ten czas leci! Nie mogę w to uwierzyć. Wspomnienia są tak żywe, jakby to było najwyżej tydzień temu. Szkoda mi strasznie, że już po wszystkim
. Prawda, że przed ślubem było dużo stresu i było to męczące, ale 29-go lipca niosła mnie taka euforia, że czułam się, jakbym nie chodziła po ziemi, lecz unosiła się 5 centymetrów nad nią. Gdy zamknę oczy przewija mi się taki film: siedzę u fryzjera (gdzieś tak właśnie równo o tej porze wyszłam spod suszarki), wracam do domu, kapię się, malują mnie, ubieram mnsięie, przyjeżdża rodzina, następnie narzeczony, błogosławieństwo, jedziemy do kościoła, podpisujemy protokół, zaczyna się msza... ślubowanie, wymiana obrączek.
Wzruszam się w tej chwili. Chciałabym przeżywać ten dzień jeszcze wiele razy. Jednocześnie ogarnia mnie smutek, że tyle pięknych chwil już za nami, a zarazem czuję szczęście i spełnienie, że jestem już żoną mojego męża. Nasz związek wystawiany na ciężkie próby przedślubnych stresów, rozkwitł jakby na nowo, choć nigdy nie był uschnięty, ale uczucia wyraźnie odżyły. Znów co rano nie chcemy się z sobą rozstawać i nie możemy się doczekać tego wczesnego wieczoru, kiedy on wraca z pracy i zasiadamy do obiadu i omawiamy mijający dzień.
Najbardziej cieszy mnie, że mamy tak wiele wspólnych planów. Idziemy jedną drogą, wspierając się, troszcząc się o siebie. Kochamy się.


